W końcu ub.r. obie firmy złożyły oferty, które jednak nie usatysfakcjonowały czeskiego rządu. Uważa on, że za udział w CEZ i holdingu, który ma kontrolę nad sześcioma regionalnymi dystrybutorami energii elektrycznej w Czechach, należy zapłacić wysoką cenę, zważywszy że instytucja dostarcza ponad dwie trzecie energii w całym kraju. Jest ona też właścicielem kontrowersyjnej elektrowni atomowej znajdującej się blisko granicy austriackiej - Temelin. Dodatkowym argumentem przemawiającym - zdaniem czeskich władz - za wyższą ceną za udział w CEZ jest fakt, że popyt na energię elektryczną w krajach Europy Środkowowschodniej rośnie w tempie dwukrotnie wyższym niż w zachodniej części naszego kontynentu.
Wczoraj rzecznik praskiego przedstawicielstwa EdF poinformował, że francuski koncern złożył nową wyższą ofertę, choć nie podał szczegółów. Wiadomo jednak, że w końcu ub.r. EdF, podobnie, jak Enel, skłonny był zapłacić za udziały w czeskiej firmie 140 mld koron, a więc o 60 mld koron mniej, niż domagają się czeskie władze. Nie wiadomo natomiast, jak zachowa się Enel. Wiadomo, że, by spełnić warunki, musiałby on podnieść oferowaną cenę o ponad 40%. Będzie to trudne zadanie, zważywszy choćby na to, że w ub.r. Enel, zrezygnował z przejęcia brytyjskiego koncernu ScottishPower, właśnie ze względu na zbyt wysoką cenę.