Na domiar złego, prognozy na bieżący rok są zdecydowanie niekorzystne. Zdaniem dyrektora generalnego Michaela Partona, w okresie tym nie nastąpi poprawa warunków rynkowych. Tymczasem Marconi znajduje się w szczególnie trudnym położeniu od czasu, gdy w 1999 r. spółka zrezygnowała ze zróżnicowanej struktury produkcji, skupiając uwagę na sprzęcie telekomunikacyjnym.

Gdy jednak główni odbiorcy tych urządzeń zostali zmuszeni do drastycznego ograniczenia zamówień, brytyjska firma poniosła w zeszłym roku straty sięgające 5,1 mld funtów, a cena jej akcji spadła aż o 94%, zmniejszając wartość rynkową spółki o 18 mld funtów. Opublikowane wczoraj wyniki pobudziły dalszą, blisko 10-proc. zniżkę notowań.

Michael Parton, który we wrześniu ub.r. zastąpił na stanowisku dyrektora generalnego George`a Simpsona, osiągnął już pewne sukcesy w zmniejszaniu zadłużenia firmy dzięki sprzedaży części aktywów. Z końcem 2001 r. dług wynosił 3 mld funtów wobec 4,2 mld funtów trzy miesiące wcześniej, a w I kwartale 2002 r. ma zostać zredukowany do 2,7 - 3,2 mld funtów. Służyć mają temu rozmowy z bankami na temat długofalowej pomocy finansowej.

Nie mniejsze znaczenie ma ograniczenie zatrudnienia. Dążąc do zmniejszenia nadmiernych kosztów, Marconi zwolnił w drugiej połowie 2001 r. 23% pracowników zaangażowanych w wytwarzanie sprzętu telekomunikacyjnego, redukując ich liczbę do około 30 tys. Obecnie zapowiedziano w tym dziale zwolnienie dalszych 13%, tj. 4 tys. osób. Cały personel spółki liczy około 41 tys. osób wobec 49 tys. w końcu września ub. r.