Oczywiście, można to też tłumaczyć tym, że stosunek wygrywających do przegrywających na naszym rynku wypada na korzyść tej pierwszej grupy, co przy regularnych zyskach pozwala zwiększać zaangażowanie w kontraktach.
Mimo że nie można tego wykluczyć, to jednak wydaje się to bardzo mało prawdopodobne w świetle statystyk z rynków rozwiniętych. Te pokazują jednoznacznie, że w perspektywie kilku miesięcy większość przegrywa. Oczywiście, takie stwierdzenie dotyczy przede wszystkim spekulantów, czyli grupy uczestników rynku, która wykorzystuje krótkoterminowe zmiany cen w celu szybkiego i ponadprzeciętnego zwiększenia wartości zainwestowanego kapitału.
Niestety, na razie KDPW nie przejawia ochoty zaprezentowania rodzimym inwestorom takich i innych statystyk, pokazujących np., jak długo inwestorzy utrzymują się na rynku terminowym, ilu ich tak naprawdę jest i czy liczba ta rośnie, czy maleje. Pozostaje tylko postawić pytanie, czy takich statystyk nie publikuje się, żeby nie odstraszyć nowych, potencjalnych "klientów", czy po prostu obecny system informatyczny na to nie pozwala. Żeby chociaż w małej części poznać odpowiedź na wiele nurtujących graczy z rynku terminowego pytań, postanowiłem umieścić na internetowej stronie Parkietu ankietę poświęconą instrumentom pochodnym. Dziękuję wszystkim, którzy już na nią odpowiedzieli, i zapraszam tych, którzy jeszcze tego nie zrobili. Ankieta znajduje się pod adresem: http://www.parkiet.com/ankieta/afut.jsp. Po sześciu dniach jej istnienia na zadane pytania odpowiedziało prawie 450 osób. Jest to dość spora grupa inwestorów, co dodaje wiarygodności otrzymanym wynikom. A te są bardzo ciekawe. Szerzej omówię je za 2-3 tygodnie, ale już teraz chciałbym zwrócić uwagę na kilka spraw.
W pierwszej kolejności warto przeanalizować horyzont inwestycyjny ankietowanych. Odpowiedzi na ten temat potwierdzają tylko to, co wynika z obserwacji wolumenu i liczby otwartych pozycji, czyli fakt, że rynek kontraktów na WIG20 zdominowany jest przez day-traderów i krótkoterminowych spekulantów. Przynależność do tych dwóch grup zadeklarowało około 80% ankietowanych. W tej sytuacji łatwo przewidzieć odpowiedzi na pytanie o aktywność na rynku kasowym. Skoro rynek terminowy, jak przyznają przedstawiciele GPW, zdominowany jest przez inwestorów indywidualnych, a tych, jak wiadomo, nie jest zbyt dużo, to najprawdopodobniej wystarczą im płynne kontrakty na WIG20, dające blisko 10-krotną dźwignię finansową i raczej nie będą sobie zawracać głowy akcjami spółek, z których - ze względu na płynność - wartych zainteresowania jest co najwyżej 20. Zgodnie z tymi przemyśleniami, ponad 75% ankietowanych przyznaje, że wcale nie handluje akcjami lub robi to w zdecydowanie mniejszym stopniu niż kontraktami.
Bardzo niepokojąco rozkładają się odpowiedzi na pytanie: Jaki procent Twojego całkowitego kapitału lokujesz na rynku terminowym? Najwięcej osób (ponad 25%) przyznaje się, że ich zaangażowanie w kontrakty przekracza 75%! Jest to zła informacja, świadcząca praktycznie o braku przygotowania teoretycznego inwestorów do spekulacji na rynku terminowym. Jestem przekonany, że każdy, kto kupuje kontrakty za ponad 75% dostępnych pieniędzy, przy tak dużej dźwigni, jaką daje 11-proc. depozyt zabezpieczający, skazany jest prędzej czy później na porażkę. Z czego może wynikać taka sytuacja? Jak pokazują kolejne dane, otwarte pozycje prawie 60% osób nie przekraczają 5 kontraktów, co w połączeniu z faktem, że Polacy nie należą do bogatych ludzi, ale niewątpliwie o bogactwie marzą, powoduje, że starają się maksymalnie wykorzystać "możliwości mnożenia kapitału", jakie dają kontrakty, i "idą na całość".Najciekawsze pytanie dotyczy, oczywiście, wyników osiąganych na rynku terminowym. Odpowiedzi, wbrew temu, co wcześniej napisałem, okazują się bardzo optymistyczne. Prawie 45% ankietowanych twierdzi, że osiąga zyski z handlowania kontraktami, 25% osób wychodzi na zero i "tylko" 30% przegrywa. Pytanie, czy naprawdę nasi terminowi spekulanci są tacy dobrzy, czy po prostu nie potrafią przyznać się do porażki, pozostawię bez odpowiedzi. Nie będę podważał uczciwości osób, które poświęciły swój czas na wypełnienie ankiety. To mogą zweryfikować tylko dane z KDPW. Jest jednak szansa, że powyższe odpowiedzi są prawdziwe. Do ankiety przystąpili przecież gracze, którzy mają dostęp do internetu, co w Polsce nie jest jeszcze czymś powszechnym. Internet, jak wiadomo, jest skarbnicą wiedzy, która dobrze spożytkowana, z pewnością może poprawić wyniki inwestowania. Słuszne jest też stwierdzenie, że skoro odpowiadali tylko internauci, to w znacznej części pochodzą oni z większych miast, w których można dotrzeć do specjalistycznych gazet, miesięczników i książek. W mniejszych miejscowościach jedynym sposobem na zdobycie np. książki poświeconej inwestowaniu, jest zamówienie jej pocztą. Przykre jest, że takich materiałów edukacyjnych nie można znaleźć nawet w biurach maklerskich, znajdujących się w tych miejscowościach.