I to pomimo wszystkich wątpliwości, jakich rynek dostarcza od kilku dni. Na usta ciśnie się pytanie po co to wysokie otwarcie skoro do kupna akcji po niższych cenach można było wykorzystać wczorajszą przecenę w USA. Nie chodzi tu o kupno akcji, a o wyciągnięcie ich cen jak najwyżej. I to może się udać, ale trzeba być świadomym, biorąc udział w tej grze, iż podaż może się uaktywnić prawie w dowolnym momencie. Bo obserwowane wzrosty są wynikiem ograniczania podaży, a nie zdecydowanego popytu na akcje. Dlatego też podchodzę do nich z dużą rezerwą, ale jednocześnie jestem zmuszony odrzucić przynajmniej na jakiś czas swój obraz rynku, zakładający wyczerpanie się potencjału wzrostowego na poziomie 1410 pkt. Oczywiście jego przekroczenie o niecałe 10 pkt. niewiele zmienia, ale póki nie nastąpi powrót poniżej 1410 pkt. mówienie o spadkach nie ma większego sensu. Pozostają jeszcze dwa kwadranse notowań, które jeszcze mogą coś zmienić, ale nie wygląda na to, by doszło do wybicia w którąś ze stron z konsolidacji. Jeśli już to raczej w górę. Uważam, że sprawa dalszych wzrostów dzisiejszą nieprzekonującą sesją nie jest jeszcze ostatecznie rozstrzygnięta, ale niewątpliwie szala przechyliła się na korzyść byków.
Ciekawe będą dzisiejsze notowania w USA. Kontrakty wskazują na diametralną zmianę nastrojów, ale czy rynek kasowy też tak uważa. Ostatnio obserwujemy, że optymizm na kontraktach nie przekłada się na zachowanie indeksów. Nie można wykluczyć, że i dziś tak będzie. Ale czy znów gorsza od oczekiwań sesja w USA odbije się na cenach naszych akcji? Kiedyś powinna, ale kiedy nie potrafię sobie odpowiedzieć.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu