W jej rezultacie indeksy głównych parkietów znalazły się z powrotem na poziomach z listopada. Japoński Topix ustanowił nawet nowe minimum bessy, co w połączeniu ze słabnącym jenem (od września stracił do dolara 13%) sugeruje, że gospodarka tego kraju pozostaje jednym z głównych źródeł potencjalnych napięć w przyszłości. Tymczasem nasz rynek akcji, podobnie zresztą jak giełdy w Budapeszcie i Pradze, już drugi tydzień wykazuje się nadzwyczajną odpornością, nie przejawiając chęci do podążenia w ślad za globalnym wzorcem. Jak zwykle w takich sytuacjach, które w przeszłości powtarzały się od czasu do czasu, pojawia się pokusa ogłoszenia końca występującego w przeszłości uzależnienia koniunktury panującej na GPW od sytuacji na świecie. Argumenty pozostają niezmienne: aktywność OFE systematycznie zmniejszająca płynność obrotu, która z czasem może doprowadzić do zaniku podaży akcji, co zrodzi możliwość powstania na GPW "spekulacyjnego bąbla" oraz nadzieje na zakupy środkowoeuropejskich akcji związane z ewentualnym rozszerzeniem UE w 2004 roku. W przeszłości tego typu nadzieje niezmiennie okazywały się bezpodstawne, a i teraz nie za bardzo można się dopatrzyć fundamentalnych przesłanek dla takiego "wybiegania przed szereg". Sądzę, że w dalszym ciągu bezpieczniej jest zakładać, że i obecne wzmocnienie względnej siły naszego rynku ma tymczasowy charakter i zostanie w niedalekiej przyszłości (po oczekiwanej w przyszłym tygodniu obniżce stóp?) skorygowane.

Wojciech Białek

SEB TFI SA