Reklama

Greenspan:Najgorsze mamy za sobą

Spadki dominowały na głównych rynkach akcji na świecie. Ograniczenie liczby ostrzeżeń o zmniejszeniu się zysków i nieco lepsze od oczekiwanych wyniki kwartalne za oceanem oraz optymistyczna wypowiedź Alana Greenspana w Senacie nie zaowocowały poprawą koniunktury. Największe straty ponieśli posiadacze akcji technologicznych, ponieważ Nasdaq Composite zniżkował o przeszło 2%. Spadki pozostałych indeksów nie przekroczyły 0,6%.

Publikacja: 26.01.2002 08:03

Stany Zjednoczone

W ostatnich tygodniach amerykańskie rynki akcji zdają się podążać w ślad za wypowiedziami przedstawicieli władz monetarnych. Do niedawna wstrzemięźliwość Fed w oświadczeniach studziła zapał inwestorów do zakupów i była jednym z czynników przesądzających o wyprzedaży akcji. W miniony czwartek Alan Greenspan, szef Fed, wygłosił przed senacką Komisją Budżetową przemówienie, w którym zaznaczył, że sytuacja amerykańskiej gospodarki wydaje się lepsza niż dotychczas. "To prawda, że amerykańska gospodarka w 2001 roku przechodziła okres cyklicznej dekoniunktury, spotęgowanej przez atak terrorystyczny 11 września. Okres ten charakteryzowały silne redukcje inwestycji spółek i zdecydowane zmniejszanie poziomu zapasów. Był on związany z równoczesnymi problemami gospodarczymi naszych najważniejszych partnerów handlowych. Obecnie widać jednak sygnały, świadczące o tym, że niektóre ze zjawisk hamujących gospodarkę w ostatnim roku zaczynają słabnąć, a ożywienie zaczyna się umacniać" - stwierdził Greenspan. Pod wpływem tego oświadczenia inwestorzy przystąpili do zakupów akcji.

Czwartkowe oświadczenie Greenspana silnie kontrastuje z przemówieniem sprzed kilkunastu dni (11 stycznia br.), kiedy zaznaczył on, że nie widać znaczących sygnałów o nadejściu poprawy koniunktury w gospodarce. Wystąpienie szefa Fed w Senacie oznacza zatem pewną jakościową zmianę w opinii na temat gospodarki. Co jednak doprowadziło do zmiany stanowiska Greenspana w tak krótkim odstępie czasu? Jakie informacje o tym przesądziły?

Notowania w tym tygodniu były krótsze niż zwykle, ponieważ w poniedziałek giełdy były zamknięte z powodu święta narodowego im. Martina Luthera Kinga. Dodatkowo na rynek napłynęło niewiele danych makroekonomicznych, które mogłyby wpłynąć na opinię Greenspana. Tak naprawdę jedyną informacją, upublicznioną w tym tygodniu, która mogła wpłynąć na zmianę stanowiska, był Leading Indicator (wskaźnik wyprzedzający). Jak sama nazwa wskazuje, jego główną zaletą jest informowanie o zmianach w koniunkturze gospodarczej z pewnym wyprzedzeniem. Leading Indicator wzrósł w grudniu o 1,2%, trzeci miesiąc z rzędu. Wzrost ten był przy tym większy, niż zakładali analitycy (0,8%). Z pewnością pozytywne wskazania ze strony tego indykatora zostały uwzględnione przez Fed, jednak bardziej prawdopodobny wpływ na zmianę stanowiska miały inne informacje, które nie są (jeszcze) znane publicznie, a do których władze pieniężne miały dostęp. Prawdopodobnie Fed w dużym przybliżeniu wie, że w IV kwartale popyt konsumpcyjny cechowała nieoczekiwana siła, a wartość zamówień dla korporacji również była wysoka, co sprawi, że jeszcze gwałtowniej będą się one pozbywać zapasów z magazynów. Wyprzedaż zapasów osłabi z pewnością PKB (w IV kwartale należy liczyć się ponownie ze spadkiem PKB o około 1%), niemniej w dłuższym terminie jest to zjawisko pożądane, gdyż wymusi wzrost wykorzystania mocy produkcyjnych.

Publikacja wyników finansowych uzyskanych przez spółki giełdowe w IV kwartale ubiegłego, trwa już na dobre. Do tej pory przeszło 1/5 firm wchodzących w skład indeksu S&P 500, opublikowała informacje o swoich osiągnięciach w okresie październik-grudzień 2001 r. Zgodnie z obliczeniami analityków agencji First Call, wyniki spółek, które opublikowały raporty, są lepsze średnio o 3,2% od oczekiwanych (w II kwartale 2001 r. wyniki były lepsze od oczekiwanych o 1,8%, a w trzecim o 0,9%). Zmniejszyła się ponadto liczba ostrzeżeń korporacji (obwieszczenia, że spółki nie osiągną wyników, które wcześniej samodzielnie prognozowały). W IV kwartale ubiegłego roku liczba ostrzeżeń była niższa o 8% w porównaniu z analogicznym okresem 2000 roku. Jeszcze lepiej było w poprzednim kwartale w porównaniu z pozostałymi kwartałami 2001 roku, gdyż ostrzeżenia o zyskach były niższe o przeszło 1/5. Te wskazówki świadczą, że pogorszanie się wyników finansowych spółek jest już w dużej mierze ograniczone. Nie znaczy to jednak, że od tego momentu dojdzie do wyraźnej poprawy zysków i będziemy mogli mówić o osiągnięciu dna koniunkturalnego.

Reklama
Reklama

Uwzględniając zaprezentowane wyniki i szacunki, dotyczące nadchodzących wyników w IV kwartale, należy oczekiwać, że EPS firm S&P 500 będą niższe o 22,2% w stosunku do tego samego kwartału w 2000 roku.

Bardzo podobne wyniki cechowały przedsiębiorstwa zza oceanu w III kwartale 2001 r. (spadek zysków o 21,6%). W 2000 roku pierwsze trzy kwartały były niezwykle udane dla korporacji, znaczące pogorszenie wyników nastąpiło w ostatnim kwartale 2000 roku. Nie dość, że EPS z IV kwartału 2001 był bardzo słaby, to jeszcze dodatkowo gorszy niż w kwartale 2000 roku.

Badając wyniki spółek pod kątem modelu PEG, widać również, że wyceny rynkowe akcji nie są tak atrakcyjne. Przeciętna spółka z indeksu S&P 500 notuje wartość wskaźnika PEG na poziomie 2,4 pkt. Oznacza to, że oczekiwana stopa wzrostu zysków (w tym przypadku pięcioletnia stopa wzrostu EPS) jest dwuipółkrotnie niższa niż historyczne P/E. Akcje spółek, zgodnie z założeniami tego prostego modelu, należy uznać za atrakcyjne, jeżeli PEG Ratio nie przekracza jedności, tzn. jeżeli szacowana dynamika EPS w przyszłości jest wyższa od historycznego wskaźnika P/E. Analitycy Merrill Lynch obliczyli, że trzy ostatnie bessy (lat 1987, 1990, 2000) miały miejsce w momencie, gdy PEG Ratio notowało co najmniej 2 pkt. Dopóki zatem PEG będzie utrzymywało się powyżej tego poziomu, nie należy liczyć się z nadejściem trwałej poprawy koniunktury.

Dwa główne wskaźniki nastroju wciąż sygnalizują, że na rynku panuje zbytni optymizm. Sondaż firmy Consensus Inc. dowodzi, że na rynku przeważają inwestorzy optymistycznie nastawieni do rozwoju koniunktury na giełdzie. 62% respondentów było "byczo" nastawionych. O tym, że wyniki tej ankiety nie są przypadkowe, przekonują wnioski płynące z lektury opracowania Investors Intelligence. Niespełna 23% inwestorów jest pesymistycznie nastawionych i uważa, że należy spodziewać się spadków.

Z punktu widzenia analizy technicznej niewiele się zmieniło w ostatnim tygodniu. W dalszym ciągu na trzech najważniejszych indeksach rynków akcji w Stanach Zjednoczonych widać wyraźne objawy przejmowania kontroli przez stronę podażową. Czwartkowa zwyżka, wywołana wspomnianą wypowiedzią Greenspana, nie doprowadziła do przełamania średnioterminowych średnich kroczących (poza Nasdaq Composite). Ponadto czwartkowe świece zanadto przypominają wyglądem spadające gwiazdy, żeby mogły stanowić zapowiedź trwałej poprawy koniunktury. Nadmierne pokłady optymizmu oraz przecenianie przyszłych zysków może doprowadzić do testowania jesiennych den lokalnych.

Japonia

Reklama
Reklama

Nikkei 225 spadł o 0,5%, powodując, że japoński indeks rynku akcji zachowywał się podobnie jak inne światowe indeksy. Przełamanie poziomu 10 300 pkt. sprawiło, że na tym poziomie należy obecnie ustawić pierwszą barierę oporu dla Nikkei. W krótkim terminie oznaki słabnięcia siły kupujących akcji są rzeczywiście wyraźne i z braku sygnałów poprawy koniunktury trudno zakładać, że spadki ustaną. W porównaniu z amerykańskimi indeksami, Nikkei znajduje się już całkiem blisko wrześniowych minimów (brakuje mu już tylko 6% do minimum z 17 września 2001 r.).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama