Stany Zjednoczone
W ostatnich tygodniach amerykańskie rynki akcji zdają się podążać w ślad za wypowiedziami przedstawicieli władz monetarnych. Do niedawna wstrzemięźliwość Fed w oświadczeniach studziła zapał inwestorów do zakupów i była jednym z czynników przesądzających o wyprzedaży akcji. W miniony czwartek Alan Greenspan, szef Fed, wygłosił przed senacką Komisją Budżetową przemówienie, w którym zaznaczył, że sytuacja amerykańskiej gospodarki wydaje się lepsza niż dotychczas. "To prawda, że amerykańska gospodarka w 2001 roku przechodziła okres cyklicznej dekoniunktury, spotęgowanej przez atak terrorystyczny 11 września. Okres ten charakteryzowały silne redukcje inwestycji spółek i zdecydowane zmniejszanie poziomu zapasów. Był on związany z równoczesnymi problemami gospodarczymi naszych najważniejszych partnerów handlowych. Obecnie widać jednak sygnały, świadczące o tym, że niektóre ze zjawisk hamujących gospodarkę w ostatnim roku zaczynają słabnąć, a ożywienie zaczyna się umacniać" - stwierdził Greenspan. Pod wpływem tego oświadczenia inwestorzy przystąpili do zakupów akcji.
Czwartkowe oświadczenie Greenspana silnie kontrastuje z przemówieniem sprzed kilkunastu dni (11 stycznia br.), kiedy zaznaczył on, że nie widać znaczących sygnałów o nadejściu poprawy koniunktury w gospodarce. Wystąpienie szefa Fed w Senacie oznacza zatem pewną jakościową zmianę w opinii na temat gospodarki. Co jednak doprowadziło do zmiany stanowiska Greenspana w tak krótkim odstępie czasu? Jakie informacje o tym przesądziły?
Notowania w tym tygodniu były krótsze niż zwykle, ponieważ w poniedziałek giełdy były zamknięte z powodu święta narodowego im. Martina Luthera Kinga. Dodatkowo na rynek napłynęło niewiele danych makroekonomicznych, które mogłyby wpłynąć na opinię Greenspana. Tak naprawdę jedyną informacją, upublicznioną w tym tygodniu, która mogła wpłynąć na zmianę stanowiska, był Leading Indicator (wskaźnik wyprzedzający). Jak sama nazwa wskazuje, jego główną zaletą jest informowanie o zmianach w koniunkturze gospodarczej z pewnym wyprzedzeniem. Leading Indicator wzrósł w grudniu o 1,2%, trzeci miesiąc z rzędu. Wzrost ten był przy tym większy, niż zakładali analitycy (0,8%). Z pewnością pozytywne wskazania ze strony tego indykatora zostały uwzględnione przez Fed, jednak bardziej prawdopodobny wpływ na zmianę stanowiska miały inne informacje, które nie są (jeszcze) znane publicznie, a do których władze pieniężne miały dostęp. Prawdopodobnie Fed w dużym przybliżeniu wie, że w IV kwartale popyt konsumpcyjny cechowała nieoczekiwana siła, a wartość zamówień dla korporacji również była wysoka, co sprawi, że jeszcze gwałtowniej będą się one pozbywać zapasów z magazynów. Wyprzedaż zapasów osłabi z pewnością PKB (w IV kwartale należy liczyć się ponownie ze spadkiem PKB o około 1%), niemniej w dłuższym terminie jest to zjawisko pożądane, gdyż wymusi wzrost wykorzystania mocy produkcyjnych.
Publikacja wyników finansowych uzyskanych przez spółki giełdowe w IV kwartale ubiegłego, trwa już na dobre. Do tej pory przeszło 1/5 firm wchodzących w skład indeksu S&P 500, opublikowała informacje o swoich osiągnięciach w okresie październik-grudzień 2001 r. Zgodnie z obliczeniami analityków agencji First Call, wyniki spółek, które opublikowały raporty, są lepsze średnio o 3,2% od oczekiwanych (w II kwartale 2001 r. wyniki były lepsze od oczekiwanych o 1,8%, a w trzecim o 0,9%). Zmniejszyła się ponadto liczba ostrzeżeń korporacji (obwieszczenia, że spółki nie osiągną wyników, które wcześniej samodzielnie prognozowały). W IV kwartale ubiegłego roku liczba ostrzeżeń była niższa o 8% w porównaniu z analogicznym okresem 2000 roku. Jeszcze lepiej było w poprzednim kwartale w porównaniu z pozostałymi kwartałami 2001 roku, gdyż ostrzeżenia o zyskach były niższe o przeszło 1/5. Te wskazówki świadczą, że pogorszanie się wyników finansowych spółek jest już w dużej mierze ograniczone. Nie znaczy to jednak, że od tego momentu dojdzie do wyraźnej poprawy zysków i będziemy mogli mówić o osiągnięciu dna koniunkturalnego.