Poniedziałek przyniósł długo oczekiwaną falę realizacji zysków przez inwestorów. Nie jest to jednak nic zaskakującego - w ciągu kilku tygodni najsilniejsze papiery zdrożały o kilkadziesiąt procent, wobec czego umiarkowana deprecjacja złotego nie wydaje się zbyt dużym kosztem. Dziwić może jedynie moment, w którym ta nieuchronna zniżka nadeszła - akurat w chwili, gdy osłabione rynki zagraniczne (zwłaszcza w Europie Zachodniej) zaczęły odrabiać stracony czas i piąć się z wolna w górę.
Od kilkunastu dni indeks WIG20 kreśli formację klina zwyżkującego, który z reguły wieszczy szczyt i zapowiada korektę. W poniedziałek indeks balansował w okolicy dolnej krawędzi tego klina i prawdopodobieństwo wybicia w dół jest dość duże. Ostatnie wzrosty nie były potwierdzone przez wskaźniki szerokości rynku: przodowały banki i spółki sektora IT, podczas gdy wiele innych walorów stało w miejscu. To również czyni prawdopodobnym osłabienie - korekta jest po prostu potrzebna, aby rynek znalazł nowych liderów.
Aktualnie wiele poziomów wsparcia lokuje się w granicach 1350-1400 punktów. Ich osiągnięcie (zapewne jeszcze w tym tygodniu) przy utrzymaniu niezłej sytuacji na Zachodzie może wyzwolić kolejną falę popytu, a w konsekwencji WIG20 ponownie zaatakuje poziom 1500 punktów. Dopiero wtedy, w połowie lutego, spodziewam się uformowania średnioterminowego szczytu rynku.
Zwróć uwagę na:
Wilbo - chociaż aktualnie przechodzi korektę, długoterminowy trend wzrostowy jest dopiero w początkowej fazie.