Reklama

Sztuka interpretacji

W analizie rynku i podejmowaniu decyzji inwestycyjnych bardzo ważna jest informacja, ale najważniejsza jest interpretacja jej wpływu na kursy akcji oraz na zachowania innych inwestorów. Często jednak na podstawie określonego zdarzenia można wyinterpretować dowolną tezę.

Publikacja: 29.01.2002 08:51

Obserwując komentarze giełdowych analityków i opinie inwestorów, można dojść do niezbyt optymistycznego wniosku, że każda informacja, każde wydarzenie może być interpretowane na wiele sposobów, a konkluzja jest najczęściej taka, że kurs albo wzrośnie, albo spadnie (chyba żeby się nie zmienił), czyli żadna.

Niejednokrotnie interpretacje faktów bywają tak pokrętne i tak pozbawione logiki, jak często ostatnio powtarzane przez analityków stwierdzenie, że... analitycy "nieomylnie się mylą". Oczywiście, mylą się wszyscy inni, poza tym, który ten komentarz wygłasza. Gdyby się nie mylił, nie byłby analitykiem, a jeśli upiera się, że nim jest, to musi przyznać, że jego poglądy również podlegają temu samemu prawu, czyli są mylne. Poza tym wszyscy nie mogą się mylić, ponieważ poglądy czy opinie jednych z nich są sprzeczne z poglądami głoszonymi przez innych. Tak więc jeśli połowa analityków prognozuje spadek, a druga połowa wzrost, to jedna z tych grup się nie myli. Może jej przedstawiciele nie są analitykami, lecz jasnowidzami. Tyle tytułem myślowej rozgrzewki. Przechodzimy do konkretnych przypadków.

Przypadek pierwszy - kurs złotego zawsze rośnie. Takie stwierdzenie wynika z analizy interpretacji stosowanej szeroko na łamach prasy i w różnego rodzaju dyskusjach. Wszystkiemu oczywiście winne stopy. Gdy stopy procentowe są w naszym kraju obniżane (jeśli ktoś, kto wiedzę czerpie z programów telewizyjnych z udziałem przedstawicieli partii politycznych, ma wątpliwości, to pragnę przypomnieć, że są - w ubiegłym roku o 7,5 punktu procentowego), to polskie papiery skarbowe o stałym oprocentowaniu stają się bardzo atrakcyjne, między innymi dla inwestorów zagranicznych, bowiem ich ceny rosną, a więc po kolejnych obniżkach stóp można je sprzedać drożej. Chcąc jednak kupić nasze obligacje lub bony skarbowe, inwestorzy ci muszą najpierw zamienić dolary lub inne euro na złote. A im bardziej chcą tego dokonać, tym złoty staje się droższy lub, mówiąc inaczej, kurs dolara (lub innego euro) wyrażony w złotych spada, co oczywiście martwi eksporterów, ale za to cieszy importerów.

Ale przecież Polska to nie Ameryka i stopy nie mogą spadać jedenaście albo i więcej razy z rzędu, bo by się ludziom od tanich kredytów w głowach poprzewracało. A więc po serii obniżek stóp procentowych musi przyjść czas na ich wzrost, by pohamować rozpasaną konsumpcję i rozszalałe inwestycje. Wówczas na ogół rośnie oprocentowanie papierów skarbowych, a więc stają się one bardziej atrakcyjne, w tym między innymi dla inwestorów zagranicznych, którzy chcąc je kupić muszą najpierw zamienić dolary lub inne... wskutek czego złoty się umacnia. Cokolwiek więc by się nie działo ze stopami, złoty zawsze powinien się umacniać.

Z interpretacją zmian stóp kłopot mamy nie tylko my. Na rynkach rozwiniętych obowiązuje niemal żelazna reguła, że po trzech kolejnych obniżkach stóp procentowych na rynku akcji powinna zapanować hossa. Zasada ta jednak nie sprawdziła się w obecnym cyklu obniżek w Stanach Zjednoczonych. W związku z tym pole interpretacji w tej kwestii poszerzyło się dość wyraźnie, czyli każdą kolejną obniżkę można interpretować dowolnie. Jeśli trzy obniżki nie wzbudziły hossy, to czwarta z pewnością powinna być skuteczna - interpretują jedni. Inni zaś kontrują - skoro obniżają stopy po raz czwarty z rzędu, to znaczy, że z gospodarką musi być słabo, a więc nie ma powodu do kupowania akcji. Okazji do ćwiczenia tego typu interpretacji Amerykanie mieli już chyba dostatecznie dużo, ale i tak niewiele się nauczyli.

Reklama
Reklama

Przypadek drugi - im gorzej, tym lepiej. W związku z tym powstał nowy interpretacyjny kanon. Wszyscy inwestorzy nasłuchują wieści o stanie gospodarki. Jeśli okaże się, że napływają dobre informacje, to należy przystąpić do... sprzedaży akcji. Oczywiście dlatego, że Greenspan nie obniży stóp po raz kolejny. Jeśli zaś produkcja spada, PKB się obniża, bezrobocie rośnie i nadchodzą wszelkie możliwe plagi, należy akcje kupować - Fed stopy obniży!Przypadek trzeci - interpretacja interpretacji. Oczywiście, inwestorzy nie są ciemniakami i wszystko to wiedzą. A skoro tak, to ich wiedza i interpretacja powinny być uwzględnione w cenach akcji już wcześniej. Interpretatorzy interpretują więc, że obniżka/podwyżka stóp (niepotrzebne skreślić) jest już zdyskontowana i gdy decyzja zostanie podjęta, rynek zachowa się przeciwnie w stosunku do oczekiwań.

Najgorzej jest jednak wówczas, gdy model interpretacji ulega zmianie. Przez długi czas dla polskich inwestorów było oczywiste, że jak indeksy w USA wzrosną, to następnego dnia mamy zwyżkę w Warszawie. Ostatnio jednak schemat ten uległ znacznej komplikacji. Teraz interpretuje się tak - co prawda wczoraj w USA silnie wzrosło, ale w związku z tym dziś spadnie, nie ma więc sensu liczyć na wzrost u nas. Chyba żeby przyjąć, że taka interpretacja jest już przez rynek zdyskontowana. Cokolwiek miałoby to znaczyć.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama