Towarzystwa ubezpieczeniowe zdecydowanie chętniej przyznają się do tego, jakie dzieła ubezpieczają, niż do ewentualnych odszkodowań, jakie muszą wypłacić np. za utraconą czy zniszczoną kolekcję. To, co można na ten temat obejrzeć w kinie lub w telewizji, w żaden sposób nie pokrywa się z pracą ludzi zajmujących się na zlecenie towarzystw poszukiwaniem kradzionych dzieł sztuki. Przede wszystkim ubezpieczyciele nie zatrudniają osób wyspecjalizowanych wyłącznie w poszukiwaniu kradzionych dzieł sztuki. Są to ci sami pracownicy, którzy zajmują się likwidacją każdej innej szkody. Ich wynagrodzenie także nie jest uzależnione od wyników pracy. Jedyne, na co mogą liczyć, to nagroda lub premia za odnalezienie skradzionego dzieła, które było przedmiotem ubezpieczenia.
Gdy dochodzi do kradzieży dzieła sztuki, pierwszym krokiem w takim przypadku jest powiadomienie policji, reszta w zasadzie opiera się na współpracy z tymi służbami. - Możemy ingerować w procedury likwidacji szkody czy brać udział w poszukiwaniach skradzionego dzieła sztuki, ale w stopniu, w jakim pozwala nam na to prawo - wyjaśnia Ewa Basiak. Jedyne, co mogą zrobić towarzystwa na własną rękę, to wynająć odpowiednią agencję detektywistyczną, która będzie starała się sprawdzić wiarygodność niektórych informacji, użytecznych w śledztwie prowadzonym przez ubezpieczyciela. W czasie, gdy policja poszukuje skradzionego obrazu, ubezpieczyciel, któremu pomaga firma detektywistyczna, sprawdza, czy celem kradzieży dzieła sztuki nie było wyłudzenie odszkodowania. - Swoboda w działaniu policji ubezpieczeniowej czy firm detektywistycznych, wynajmowanych przez towarzystwa, jest ograniczona. Możemy pomóc policji i włączyć się do działań, policja może nam też udostępniać jakieś informacje, ale nadzór cały czas leży w rękach służb do tego powołanych - dodaje wiceprezes Basiak.
Bogaci zepchnięci
na margines
Wartość ubezpieczanych w Polsce kolekcji sięga milionów złotych, wysokość składki jest w dużej mierze uzależniona od zabezpieczeń. Przykładowo, jeżeli będą to wyłącznie dobre zamki w drzwiach, wtedy opłata będzie wyższa. Gdy zaś w grę wchodzą specjalne alarmy i stały monitoring, wówczas kwota składki jest niższa.
Bardzo często z usług towarzystw ubezpieczeniowych korzystają poważni biznesmeni, którzy są właścicielami wartościowych kolekcji. Dla nich polisa jest dodatkowym zabezpieczeniem, i tak już doskonale chronionych dzieł sztuki. Towarzystwa w specjalny sposób traktują takich klientów, obdarzając ich bardzo dużym zaufaniem. Wyjaśniają przy tym, że zawsze mogą sprawdzić wiarygodność takiego klienta, jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości. Jednak nierzadko bywa tak, że kolekcjoner podaje tylko nazwę firmy, która wyceniła jego dzieło sztuki. - Zdarza się, że nawet nie oglądamy dzieła sztuki, tylko otrzymujemy zalakowaną kopertę, w której jest ocena rzeczoznawcy, zdjęcia ubezpieczanego dzieła sztuki oraz podana jego wartość.