Reklama

Obrazy do ubezpieczenia i do kupienia

Niewielka sala, przesadnie urządzona, można nawet powiedzieć, że tandetnie. Fotele, sofy, stoliki, do picia soki i woda, miejsca zajęte przez elegancko ubranych mężczyzn i kobiety. W powietrzu czuć zapach dużych pieniędzy. Wszyscy zebrali się, aby sfinalizować transakcję. Do wzięcia, jak zazwyczaj, są obrazy. Rzadkie okazy mistrzów pędzli.

Publikacja: 29.01.2002 08:53

Licytacja przyciągnęła najzamożniejsze instytucje finansowe, wśród nich towarzystwa ubezpieczeniowe. Te bowiem nie tylko ubezpieczają dzieła sztuki, ale także same stają się ich właścicielami. Jest to jedna z form lokowania pieniędzy.

Ubezpiecza się te kolekcje, które są bardzo wartościowe, a przede wszystkim dobrze zabezpieczone. Zabezpieczenie to jeden z wymogów stawianych przed zawarciem umowy ubezpieczenia. - Na szczęście w naszym przypadku, na razie, nie doszło do takiej sytuacji w wyniku, której musielibyśmy wypłacić odszkodowanie za ubezpieczoną kolekcję - mówi Ewa Basiak, wiceprezes TUiR Warta.

Często zdarza się, że towarzystwa pokrywają część składki na ubezpieczenie cennej kolekcji czy dzieła sztuki. Służy to najczęściej promocji firmy i jest umiejętnie wykorzystywane przez służby reklamowe towarzystw. Niejednokrotnie na przykład fakt udziału firmy ubezpieczeniowej w sponsorowaniu wystawy jest podwójnie korzystny. Łączy ze sobą zysk wynikający z polisy, z korzyściami, co w takich przypadkach jest szczególnie ważne, wynikającymi z nagłośnienia wystawy.

Kino swoje,

życie swoje

Reklama
Reklama

Towarzystwa ubezpieczeniowe zdecydowanie chętniej przyznają się do tego, jakie dzieła ubezpieczają, niż do ewentualnych odszkodowań, jakie muszą wypłacić np. za utraconą czy zniszczoną kolekcję. To, co można na ten temat obejrzeć w kinie lub w telewizji, w żaden sposób nie pokrywa się z pracą ludzi zajmujących się na zlecenie towarzystw poszukiwaniem kradzionych dzieł sztuki. Przede wszystkim ubezpieczyciele nie zatrudniają osób wyspecjalizowanych wyłącznie w poszukiwaniu kradzionych dzieł sztuki. Są to ci sami pracownicy, którzy zajmują się likwidacją każdej innej szkody. Ich wynagrodzenie także nie jest uzależnione od wyników pracy. Jedyne, na co mogą liczyć, to nagroda lub premia za odnalezienie skradzionego dzieła, które było przedmiotem ubezpieczenia.

Gdy dochodzi do kradzieży dzieła sztuki, pierwszym krokiem w takim przypadku jest powiadomienie policji, reszta w zasadzie opiera się na współpracy z tymi służbami. - Możemy ingerować w procedury likwidacji szkody czy brać udział w poszukiwaniach skradzionego dzieła sztuki, ale w stopniu, w jakim pozwala nam na to prawo - wyjaśnia Ewa Basiak. Jedyne, co mogą zrobić towarzystwa na własną rękę, to wynająć odpowiednią agencję detektywistyczną, która będzie starała się sprawdzić wiarygodność niektórych informacji, użytecznych w śledztwie prowadzonym przez ubezpieczyciela. W czasie, gdy policja poszukuje skradzionego obrazu, ubezpieczyciel, któremu pomaga firma detektywistyczna, sprawdza, czy celem kradzieży dzieła sztuki nie było wyłudzenie odszkodowania. - Swoboda w działaniu policji ubezpieczeniowej czy firm detektywistycznych, wynajmowanych przez towarzystwa, jest ograniczona. Możemy pomóc policji i włączyć się do działań, policja może nam też udostępniać jakieś informacje, ale nadzór cały czas leży w rękach służb do tego powołanych - dodaje wiceprezes Basiak.

Bogaci zepchnięci

na margines

Wartość ubezpieczanych w Polsce kolekcji sięga milionów złotych, wysokość składki jest w dużej mierze uzależniona od zabezpieczeń. Przykładowo, jeżeli będą to wyłącznie dobre zamki w drzwiach, wtedy opłata będzie wyższa. Gdy zaś w grę wchodzą specjalne alarmy i stały monitoring, wówczas kwota składki jest niższa.

Bardzo często z usług towarzystw ubezpieczeniowych korzystają poważni biznesmeni, którzy są właścicielami wartościowych kolekcji. Dla nich polisa jest dodatkowym zabezpieczeniem, i tak już doskonale chronionych dzieł sztuki. Towarzystwa w specjalny sposób traktują takich klientów, obdarzając ich bardzo dużym zaufaniem. Wyjaśniają przy tym, że zawsze mogą sprawdzić wiarygodność takiego klienta, jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości. Jednak nierzadko bywa tak, że kolekcjoner podaje tylko nazwę firmy, która wyceniła jego dzieło sztuki. - Zdarza się, że nawet nie oglądamy dzieła sztuki, tylko otrzymujemy zalakowaną kopertę, w której jest ocena rzeczoznawcy, zdjęcia ubezpieczanego dzieła sztuki oraz podana jego wartość.

Reklama
Reklama

Taka koperta zamykana jest w sejfie i otwierana tylko w razie kradzieży.

Dopiero wtedy potwierdzane są informacje przekazane przez klienta - mówi wiceprezes Warty. Takie działanie ma na celu dodatkowe zabezpieczenie dzieła sztuki poprzez ograniczenie kręgu osób, które mają informację o nim.

Trudno jednak wyznaczyć standard, gdyż i rynek ubezpieczeń dzieł sztuki jest marginesem działalności towarzystw. Do ubezpieczenia dzieła sztuki zawsze niezbędna jest ocena rzeczoznawcy wraz z ceną katalogową. Jeśli dzieło zostało kupione na aukcji, wtedy towarzystwo może zażądać potwierdzenia transakcji, poznając jednocześnie wartość eksponatu. Jak przyznają towarzystwa, mało jest ubezpieczonych dzieł znajdujących się w rękach prywatnych kolekcjonerów. Są one ubezpieczane z reguły w ramach standardowych polis mieszkaniowych. Rzadko zdarza się, że kolekcja jest objęta ochroną w ramach oddzielnej polisy.

Rocznie ubezpieczanych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu kolekcji. Oficjalnie z muzeów ginie każdego roku od 4 do 8 dzieł , z kolekcji prywatnych zaś od 60 do 90. Można jednak przyjąć, że te statystyki są zaniżane. Przy tym najgorzej sytuacja przedstawia się w kościołach, gdzie dzieła sztuki - obrazy czy wyroby sztuki złotniczej - nie są najczęściej nawet skatalogowane. Równocześnie są bardzo słabo zabezpieczone, nierzadko w ogóle nie mają żadnych zabezpieczeń, a tym bardziej polisy ubezpieczeniowej. Najczęściej bowiem ich opiekunów nie stać na takie ubezpieczenie.

Alarm może nie wystarczyć

Co ciekawe, ubezpieczeniem nie są także objęte obrazy będące własnością Muzeum Narodowego. Pracownicy muzeum twierdzą, że dla obrazu czy innego dzieła sam pobyt w muzeum jest już wystarczającą gwarancją, że nie zaginie. Powołują się przy tym na zabezpieczenia, w jakie są wyposażone te instytucje. Jednak prawdziwym powodem braku takiego ubezpieczenia jest to, że państwowych instytucji nie stać na opłacanie wysokich składek. Ubezpieczenie dzieł sztuki nie należy bowiem do najtańszych. Nie wymaga go także polskie prawo. Obowiązkowy jest natomiast odpowiedni system zabezpieczeń - alarm, monitoring i uzbrojony strażnik. Tymczasem, jak pokazuje historia poznańskiego muzeum, system alarmowy nie sprawdził się, gdy nie znani do dziś sprawcy ukradli "Plażę w Pourville" Claude`a Moneta. Był to jedyny obraz tego artysty w polskich zbiorach publicznych. Dzieło było warte około 5 mln dolarów, a Muzeum Narodowe w Poznaniu nie ubezpieczyło go właśnie ze względu na koszty. Ale nie jest też tak, że muzea w ogóle nie korzystają z ubezpieczeń. Zazwyczaj wykupują polisę ubezpieczeniową, gdy obraz lub inny cenny eksponat opuszcza muzeum. Wówczas muzea korzystają z tzw. ubezpieczenia od ściany do ściany (nail to nail) - ochrona działa od momentu zdjęcia obrazu ze ściany, poprzez czas jego transportu, pobytu w innym miejscu, aż do powrotu i ponownego zawieszenia na ścianie. Polisę ubezpieczeniową zawsze posiadają wszystkie wystawy i dzieła wypożyczone od prywatnych kolekcjonerów.

Reklama
Reklama

Wystawa za kilkaset milionów dolarów

Wystawiane w Polsce dzieła Maneta, Gauguina, Degasa, Renoira czy innych największych impresjonistów świata były ubezpieczane w Warcie. Rok temu towarzystwo ubezpieczało także największą, a przynajmniej jedną z najbardziej drogocennych wystaw, zorganizowanych w polskim Muzeum Narodowym w ostatnich czasach - "Od Maneta do Gauguina". Można tylko przypuszczać, że ponad 40 dzieł sztuki przywiezionych z francuskiego Musee d'Orsay było ubezpieczonych na setki milionów dolarów (nieoficjalnie mówiło się, że w grę wchodzi pół miliarda dolarów). Towarzystwo wystawiło polisę "nail to nail" - ubezpieczyciel wziął więc na siebie odpowiedzialność za obrazy od momentu zdjęcia ich ze ścian francuskiego muzeum do chwili ponownego ich zawieszenia "w domu". Pakiet zawierał ochronę dzieł sztuki od kradzieży oraz zniszczenia w wyniku zdarzeń losowych (pożar, zalanie). Ubezpieczony był także transport tych dzieł. Z naszych informacji wynika, że Musee d`Orsay zastrzegło, iż kolekcja musi być ubezpieczona w pakiecie, a nie osobnymi polisami. I właśnie taki pakiet został wynegocjowany przez brokera.

Nie jest to jednak jedyne towarzystwo, w którym można ubezpieczyć dzieła sztuki. Takie polisy sprzedają m.in. PZU, Ergo Hestia, Generali. Można w nich ubezpieczyć dzieła sztuki, antyki oraz zbiory kolekcjonerskie. Jednak, jak przyznają pracownicy firm, towarzystwa nie lubią ubezpieczać dzieł sztuki. Dlatego też nierzadko stawiają wiele wymagań, zanim podpiszą umowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama