Jej domknięcie byłoby fatalnym sygnałem, który w połączeniu z nieudanym testem oporu w strefie 1453-1464 pkt. tworzyłoby bardzo niekorzystny obraz rynku na przyszły tydzień.

Dane o sytuacji na amerykańskim rynku pracy nie przyniosły jednoznacznych informacji. Z jednej strony stopa bezrobocia spadła w styczniu do 5,6% wobec oczekiwanego wzrostu do 5,9%, ale z drugiej strony spadek liczby miejsc pracy w sektorach pozarolniczych był znacznie większy od spodziewanego i wyniósł 89 tys. wobec 27 tys. miejsc. To zostało przez rynki przyjęte z pewnym rozczarowaniem, ale wynika ono z tego, że w Eurolandzie indeksy rosły do momentu ogłoszenia danych. Dlatego jest to po części naturalna reakcja.

O 15.45 poznamy indeks nastrojów Uniwersytetu Michigan. Oczekiwany jest jego wzrost do 94,3 pkt. z grudniowych 88,8 pkt. Indeks ISM, który zostanie opublikowany o 16.00 ma wzrosnąć w styczniu do 49,4 pkt. z 48,2 pkt. miesiąc wcześniej. Widać zatem, że oczekiwania są coraz bardziej wygórowane i mogą być kłopoty, by rzeczywiste liczby dostroiły się do wyliczeń analityków. Do tej pory byli oni bardzo ostrożni i dane przekraczały oczekiwania. Jeśli dziś okaże się, że tak nie jest będzie to sygnał, mówiący o zmianach nastrojów wokół rynku na dużo bardziej optymistyczne, a to może być sygnałem, że obserwowane przesilenie na amerykańskich giełdach nie jest tylko chwilowe. Można tu przypomnieć o zasadzie inwestowania wbrew opinii większości tym bardziej, że stosunek byków do niedźwiedzi, jaki jest teraz w USA, charakteryzuje średnioterminowe ekstrema.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu