Nie było widać tak agresywnej, jak w piątek, podaży, ale i popyt był bardzo wstrzemięźliwy. Po piątkowej sesji można było się spodziewać gorszego zachowania rynku. Ale to, że zachował się on lepiej nie oznacza wcale, że poprawiły się perspektywy dla posiadaczy akcji. Indeksom bliżej do krótkoterminowych wsparć, niż oporów i nadal istnieje zagrożenie kontynuacją spadków. Zamknięcie WIG20 należy interpretować negatywnie, choć kluczowym poziomem pozostaje 1397 pkt. Ewentualna zniżka poniżej niego może ponownie uruchomić stronę podażową.
Niepokojącym elementem sesji było to, że na nielicznej grupie rosnących spółek obroty były wyraźnie mniejsze, niż w piątek (Pekao i KGHM), a na spadających większe (TP.S.A., Prokom, Softbank, Optimus i Grupa Onet, Agora). Dlatego fakt, że obroty na całym rynku były mniejsze, niż na poprzedniej sesji nie może być interpretowany jako oznaka malejącej presji podaży.
Wciąż głównym czynnikiem determinującym sytuację na naszym parkiecie jest koniunktura na zagranicznych giełdach. Ta wcale się nie poprawia, co w związku z tym, ze skala wzrostów u nas była większa, niż tam powinno zaowocować dalszym procesem "dostosowywania" poziomu cen. DJIA i Nasdaq tracą na początku notowań po 0,5%.
Podsumowując trzeba stwierdzić, że fakt, iż nie doszło dziś do przełamania wsparcia przy 1397 pkt. przez WIG20 nie jest wcale oznaką poprawy sytuacji.
Krzysztof Stępień