Inwestycje funduszy emerytalnych na GPW budzą ostatnio wiele emocji. Część inwestorów uważa, że giełda została zbyt mocno zdominowana przez fundusze emerytalne, które obecnie decydują nie tylko o wycenach poszczególnych spółek, ale również o zachowaniu całego rynku. Narastają podejrzenia o manipulację kursami, o zawyżanie wartości niektórych spółek, co powoduje sztuczny wzrost wartości jednostek rozrachunkowych OFE.
Coraz częściej mówi się o potrzebie takich zmian w prawie, które z jednej strony uniemożliwiłyby manipulację kursami, z drugiej - dały większą przejrzystość warszawskiej giełdzie i pozwoliły lepiej zorientować się w działalności inwestycyjnej funduszy emerytalnych. Kilka propozycji zmian przedstawił na łamach naszej gazety Jarosław H. Kozłowski, wiceprzewodniczący KPWiG, w artykule "JWP... czyli jeden wielki przekręt" (PARKIET nr 24 z 2-4 lutego br.). - Myślę, iż mogą one stanowić punkt wyjścia do dyskusji - powiedział.
Proponuje on m.in. wprowadzenie innych niż dotychczas zasad wyceny aktywów OFE. Obecnie bazują one na cenie zamknięcia, co powoduje, że czasem, zwłaszcza na mało płynnych spółkach, na koniec handlu pojawiają się dziwne zlecenia. Postuluje, aby zastanowić się nad wprowadzeniem wyceny akcji według średniej ceny zakupu danych walorów. - Taka zmiana miałaby szczególne znaczenie w stosunku do spółek o małej płynności - uważa wiceprzewodniczący KPWiG. - Inwestycje w takie spółki mogą mieć podstawy fundamentalne, ale gdy do nich dochodzi, wpływa to automatycznie na kurs akcji tych firm.
Jego zdaniem, przy wycenie trzeba wziąć pod uwagę, że OFE są inwestorami długoterminowymi i kupione obecnie akcje być może będą sprzedawać dopiero za kilka, kilkanaście lat.
Poza tym J.H. Kozłowski proponuje odejście od wyznaczania minimalnej wymaganej stopy zwrotu OFE co kwartał na rzecz dłuższego okresu. I wreszcie rozważa on możliwość zaostrzenia obowiązków informacyjnych dla OFE w stosunku do tych, które muszą wypełniać inni inwestorzy. Obecnie OFE muszą bowiem informować o przekroczeniu dopiero 5% głosów na WZA, tak jak pozostałe kategorie inwestorów. - To jednak oznacza, iż zanim fundusz poinformuje o zwiększeniu zaangażowania, może zainwestować kilka milionów złotych, o czym nie wie nikt poza wtajemniczonymi - powiedział.