Kolejna sesja tego tygodnia nie wzbudzała zbyt dużych emocji. Niskie otwarcie, z którym mieliśmy do czynienia za sprawą rynku amerykańskiego, zniechęciło podaż dość skutecznie. Popyt z kolei przez ostatnie sesje koncentruje się na zwiększaniu bazy i trudno wymagać, aby dominował na rynku po przebiciu przez WIG20 wsparcia na poziomie 1400 punktów. Nastrojów nie poprawiało również zachowanie Eurolandu, który cały dzień przebywał poniżej poniedziałkowego zamknięcia.
Obecnie rynek dotarł do szczytów fali wzrostowej z listopada 2001 roku i właśnie strefa 1350-1370 punktów powinna być przez byki broniona. Z perspektywy trendu średnioterminowego jest to istotna bariera, gdyż zatrzymanie na niej spadków oznaczałoby utrzymanie wyraźnej tendencji wzrostowej. Jeżeli ta strefa zostanie przebita, kolejnym wsparciem będą luka hossy z 4 stycznia oraz linia trendu wzrostowego, poprowadzona przez dołki z października i grudnia ubiegłego roku. Obie bariery znajdują się na poziomie 1300 punktów i powinny być skuteczną przeszkodą dla podaży. Patrząc na rynek w krótszej perspektywie trudno nie dostrzec konsolidacji, którą można uznać za formację głowy z ramionami. Jej wysokość wskazuje, iż potencjał spadkowy jeszcze się nie wyczerpał.
MACD oddala się coraz bardziej od swojej średniej i nic nie wskazuje na to, iż spadki zostaną wyhamowane powyżej poziomu równowagi. Krótkoterminowy trend spadkowy zdecydowanie się umacnia. Już po raz trzeci zamknięcie wypada poniżej minimum sesji poprzedniej, co podkreśla przewagę niedźwiedzi. Zarówno z wykresu świecowego, jak i szybkich oscylatorów nie płyną żadne sygnały mogące sugerować jego wyczerpywanie, w związku z tym dla graczy krótkoterminowych podążających za trendem jedyną rozsądną pozycją jest pozycja krótka. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że ważne wsparcia coraz bliżej.