Wczorajsze minimum kontrakty ustanowiły na 1356 pkt., zaledwie 1 pkt od wspomnianego obszaru wsparcia oraz wtorkowych najniższych poziomów sesji. Późniejsze odbicie pozwoliło zamknąć powstałą we wtorek lukę, ale trudno dopatrzyć się wyraźnych sygnałów do zajmowania pozycji. Mimo że wielu inwestorów nie chce nawet słyszeć o takiej możliwości, to jednak cały czas jestem zdania, że ten tydzień trzeba przeczekać najlepiej poza rynkiem i zobaczyć, która strona przejmie inicjatywę. Obecnie po przebiciu linii trendu pod koniec zeszłego miesiąca zrobiliśmy standardową korektę, która sięgnęła okolic zniesienia 38,2% fali wzrostowej z tego roku, będącego akurat na poziomie ważnych wsparć. Skutecznie powstrzymuje to niedźwiedzie przed dalszym atakiem, choć z drugiej strony wszystkie wskaźniki, zarówno te krótkoterminowe, jak i średnioterminowe, dają sygnały sprzedaży, średnia krocząca spada, a linia trendu poprowadzona przez ostatnie szczyty, mogąca dać sygnał kupna, wydaje się dość odległa. Od szczytu spadliśmy już jednak 100 pkt. i widać, że rynek ma ochotę na jakieś odreagowanie. Próbę widzieliśmy już wczoraj, ale fatalne zachowanie zachodnich indeksów nie pozwala piewcom hossy na rozwinięcie skrzydeł. Na niemieckim parkiecie średnioterminowe wsparcia pękły wczoraj z dużym hukiem i jeśli tak samo skończy się sesja w Stanach, nasz rynek będzie miał okazję przetestować wsparcia raz jeszcze, choć nie spodziewam się w tym tygodniu ich przebicia.