Na rynku pojawiły się plotki, że giełdowa spółka z powodu kłopotów finansowych ograniczyła zatrudnienie tylko do dwóch osób, w tym prezesa. Rzeczywistość wygląda niewiele lepiej. - To nieprawda, że pracują u nas tylko dwie osoby, w sumie spółka zatrudnia osiem osób - twierdzi prezes Krak-Brokers Dariusz Marciniak. W sądzie leży wniosek o upadłość przedsiębiorstwa złożony przez jednego z wierzycieli i wniosek o układ złożony przez zarząd. Nie wiadomo, kiedy zostaną rozpatrzone.
Po trzech kwartałach ub.r. Krak-Brokers notowała jedynie 2 mln zł przychodów i prawie 10 mln zł straty netto, przy czym przychody za III kwartał były symboliczne - 90 tys. zł. Jaki będzie cały 2001 r. - Na pewno bardzo zły - przyznaje prezes Dariusz Marciniak. Pytany o zobowiązania firmy odpowiada, że sięgają 4 mln zł. Aktywa? Tych prawie nie ma. Prezes potwierdza, że ich "trzon" stanowią 3 akcje WGT należące do spółki. Papiery mają nominał 100 tys. zł. Z informacji PARKIETU wynika, że ich rynkowa wartość może być mniejsza od nominalnej. Papiery mogą zostać sprzedane, tak jak wcześniej udziały w spółce NetBrokers, prowadzącej internetowy rynek rolny. - Rozważamy różne możliwości - mówi prezes Marciniak. Zapewnia jednak, że na razie akcje WGT nie zostały sprzedane i pozostają w dyspozycji giełdowej firmy.
Krak-Brokers, mimo dramatycznej sytuacji, liczy, że przetrwa na rynku. - Staramy się nie generować strat. W propozycjach układowych zawarliśmy plan sanacji spółki. Szansą jest dla nas udział w obrocie paliwami - twierdzi prezes. Obecnie handel paliwami stanowi podstawowe źródło przychodów, ale i tak są one mizerne, sięgając - jak informuje prezes Marciniak - kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Ponieważ spółka nie ma własnych znaczących środków, na rynku paliwowym może występować tylko jako broker. Nieoficjalnie wiadomo także, że Krak-Brokers szuka partnera, który chciałby w niego zainwestować, ratując przed upadkiem. Na razie jednak rozmowy na ten temat nie przyniosły żadnych efektów.
Co ciekawe, losy spółki zapowiadały się lepiej w momencie giełdowego debiutu. Z publicznej emisji akcji firma pozyskała pod koniec 2000 r. 4 mln zł. Na koniec 2000 roku spółka miała majątek obrotowy w wysokości prawie 9 mln zł i 2,5 mln zł zobowiązań.
Potem było coraz gorzej. Dość szybkie i radykalne pogorszenie się sytuacji przedsiębiorstwa to jeden z powodów, dla których w rozmowach z wierzycielami padają zarzuty pod adresem Krak-Brokers o wyprowadzeniu pieniędzy z przedsiębiorstwa i to w taki sposób, któremu powinien się przyjrzeć prokurator. Przedstawiciele spółki takie zarzuty uważają za absolutnie bezpodstawne.