Jeśli któryś już się na to zdecyduje, to rozdziały poświęcone tej sprawie są dość ubogie i traktować je można raczej jako wprowadzenie do problemu niż jego dokładny opis. Wynika to chyba z faktu, że wybitni inwestorzy straty ponoszą rzadko, a naukowcy nie mieli zbyt wielu okazji, by ich zasmakować. A straty to przecież nieodłączny element gry rynkowej i nauczenie się ich akceptowania oraz szybkiego ucinania jest podstawą do osiągnięcia sukcesu.
Zlecenia stop
Ucinanie strat jest szczególnie istotne dla inwestorów spekulujących na kontraktach. Na akcjach efekt dźwigni finansowej nie występuje i straty są dość ograniczone. Bankructwo inwestora wystąpi tylko przy zaangażowaniu całego kapitału w upadającą firmę. W przypadku kontraktów, brak ucinania strat przy dużym zaangażowaniu na rynku bardzo szybko prowadzi do przymusowego odpoczynku od giełdy. Narzędziem wykorzystywanym do ucinania strat są zlecenia stop, które pojawiły się na polskiej giełdzie dopiero wraz z wprowadzeniem nowego systemu Warset.
Od zwykłej dyspozycji PKC (po każdej cenie) zlecenie stop odróżnia fakt, że ustalamy poziom jego aktywacji. Dopiero gdy ceny osiągną określony przez nas poziom, zlecenie staje się aktywne. Jeśli posiadamy np. długie pozycje w kontraktach terminowych na WIG20 notowanych aktualnie po 1450 pkt. i chcemy je zamknąć w przypadku spadku poniżej 1430 pkt., korzystamy właśnie z takiego narzędzia.
Składamy zlecenie sprzedaży PKC z limitem aktywacji na poziomie 1430 pkt. i dopiero przy pierwszej transakcji po 1430 pkt. lub niżej staje się ono aktywne. Wygląda to tak, jakby zaprogramować komputer, by złożył zlecenie sprzedaży PKC, ale dopiero w momencie, gdy dojdzie do transakcji na poziomie określonym przez nas lub niższym.