Według agencji Bloomberga, straty dziewięciu największych banków japońskich z tytułu posiadanych udziałów przekroczyły w mijającym tygodniu 5 bln jenów, co oznacza ich 42-proc. wzrost w stosunku do poziomu z końca września 2001 r. Tak duży spadek notowań grozi zmniejszeniem kapitału czołowych instytucji finansowych, gdy 31 marca przedstawią wyniki za rok 2001/2002. Według nowych zasad rachunkowości, muszą one bowiem podawać wartość części aktywów po cenach rynkowych. Niebezpieczeństwo polega na tym, że zbyt mały kapitał może uniemożliwić bankom dalszą działalność, gdyż nie będą spełniać pod tym względem stawianych im wymogów. Dlatego wsparty przez rząd fundusz ma zacząć wykup akcji już w najbliższym tygodniu.
Docelowo bankom zalecono zmniejszenie do września 2004 r. udziałów w miejscowych spółkach do poziomu odpowiadającego kapitałowi pierwszej kategorii. W posiadaniu instytucji finansowych znajdują się przede wszystkim akcje przedsiębiorstw tradycyjnych branż, takich jak przemysł tekstylny czy stalowy. Natomiast mało jest walorów firm telekomunikacyjnych czy high-tech. Spośród akcji czterech największych spółek giełdowych, tj. NTT DoCoMo, Toyota Motor, NTT i Sony, banki mają tylko duże pakiety walorów Toyoty. Uzupełniają je udziały takich przedsiębiorstw przemysłu ciężkiego, jak Nippon Steel czy Mitsubishi Heavy Industries.
Wiadomość o zastrzyku finansowym dla funduszu odkupującego akcje zahamowała na giełdzie tokijskiej tendencję spadkową, o której nasilenie minister finansów Masajuro Shiokawa oskarżył spekulantów. Pojawiły się jednak obawy, że po uruchomieniu środków publicznych i zmniejszeniu posiadanych przez banki udziałów, fundusz będzie miał duże trudności z ich sprzedażą na giełdzie. Inwestorzy boją się, że obciąży to na dłużej budżet państwa, zmuszając rząd do dodatkowej emisji obligacji. W konsekwencji może wzrosnąć dług publiczny, narażając Japonię na obniżenie ratingu.