Rząd w Buenos Aires uwolnił wczoraj kurs peso, co oznacza, że będzie on zależeć wyłącznie od czynników rynkowych. Jednocześnie zrezygnowano z kursu oficjalnego wynoszącego 1,40 jednostek za 1 USD, któremu przez kilka tygodni towarzyszył kurs płynny, mający zastosowanie w turystyce.

Ponieważ po 10-dniowej przerwie wznowiono operacje na rynku walutowym, przed kantorami wymiany ustawiły się długie kolejki, gdyż Argentyńczycy chcieli wymienić posiadane oszczędności na dolary. W efekcie - według agencji Bloomberga - kurs spadł najpierw o około 17%, do 2,40 peso za 1 USD, ale po pewnym czasie odrobił straty i wzrósł do 1,90 peso. Na początku lutego, przed zamrożeniem transakcji walutowych, wynosił on nieco ponad 2 peso.

Ekonomiści różnią się w przewidywaniach na temat dalszych zmian notowań. Niektórzy sądzą, że w ciągu kilku miesięcy kurs peso spadnie do 5 jednostek za 1 USD. Zdaniem innych, osłabienie waluty może hamować zmniejszona podaż pieniądza w związku z ograniczeniem wypłat z depozytów bankowych. Kurs peso zamierza też podtrzymywać, w miarę swych możliwości, bank centralny.

Oblężenie kantorów wynika z obaw, że po uwolnieniu kursu nastąpi gwałtowny wzrost cen i Argentyna powróci do sięgającej 5000% hiperinflacji z lat 80. Ceny detaliczne wzrosły w ciągu kilku tygodni o około 30%, a niektóre firmy zagraniczne, m.in. Volkswagen i Motorola, zapowiadają dalsze podwyżki. Według agencji Reutera, w ich ślady pójdą zapewne miejscowi dostawcy artykułów notowanych na międzynarodowych rynkach towarowych, takich jak wołowina czy inne produkty rolne.

Jedynym ratunkiem dla Argentyny byłaby zagraniczna pomoc finansowa. Jednak zarówno MFW, jak i rządy państw wysoko rozwiniętych zwlekają z decyzjami w tej sprawie, uzależniając pożyczki od redukcji wydatków publicznych oraz reform strukturalnych.