Wysokie otwarcie notowań kontraktów można zawdzięczać dobrej atmosferze, jaka zapanowała w wyniku końcowego rajdu w górę na piątkowej sesji w USA. Nastroje zdawały się sprzyjać właścicielom długich pozycji. Trwało to jednak tylko godzinę. Niedługo po rozpoczęciu notowań akcji kontrakty ugięły się pod ciężarem ciosu podaży. Od tej chwili cała siła popytu gdzieś uleciała. Cios był na tyle silny, że nie udało się bykom ponownie zbliżyć do spadkowej linii trendu. Przypomnę, że jej pokonanie warunkowało powrót do większych wzrostów, które teoretycznie mogły zaprowadzić ceny w okolice maksimów, trwającego od czterech miesięcy trendu. Tak się nie stało. Co gorsza, podaż była na tyle silna, że udało jej się pokonać krótką linię wzrostową. Taka sytuacja nie rozwiązuje naszego problemu "w górę czy w dół?", gdyż nie zostało przebite wsparcie na 1345-1355 pkt. Spadki nie są jeszcze przesądzone, jednak prawdopodobieństwo ich wystąpienia wzrosło. Test sprawiający, że linia trendu spadkowego okazała się mocnym oporem, spowodował, że strona podażowa czuje się obecnie pewniej. Do odtrąbienia tryumfu niedźwiedzi jest jednak jeszcze za wcześnie. Tutaj potrzeba pokonania wspomnianego wsparcia na 1345-1355 pkt. Spadająca nadal średnia krocząca każe sądzić, że może to mieć miejsce.