W minionym roku szwajcarsko-szwedzki koncern, producent robotów przemysłowych, turbin i kabli, stracił 691 mln USD, 530 mln USD więcej niż prognozowali analitycy i teraz ściga swoich byłych szefów. Mają oddać część apanaży zainkasowanych w związku z przejściem na emeryturę.
Prezes Percy Barnevik, założyciel tego międzynarodowego giganta, inicjator jednego z pierwszych ponadgranicznych przejęć w Europie, przez lata wzorzec dla wielu menedżerów, w ramach odprawy po rezygnacji ze stanowiska dyrektora zarządzającego otrzymał 148 mln franków szwajcarskich, Goeran Lindahl zaś, jego następca, 85 mln.
ABB, obecnie pod rządami Joergena Centermana, uważa, że byli szefowie koncernu powinni ponieść odpowiedzialność finansową za niepowodzenia firmy.
Głównym powodem ubiegłorocznej straty była konieczność utworzenia rezerwy na odszkodowania dla skarżących ABB z powodu stosowania azbestu oraz koszty związane z redukcją zatrudnienia. W IV kwartale ubiegłego roku strata wyniosła 980 mln USD, 88 centów na akcję, wobec 219 mln USD zysku (18 centów na walor) rok wcześniej.
W okresie dwunastu miesięcy kurs akcji ABB spadł o 62%, a kierownictwo firmy w środę zapowiedziało, że akcjonariusze nie otrzymają dywidendy za ubiegły rok. W 2002 r. menedżment ABB nie spodziewa się wzrostu sprzedaży. Joergen Centerman zapowiada jednak, że firma wypracuje "zdrowy zysk". Będzie koncentrować się na redukcji kosztów i zadłużenia, które w ostatnim kwartale 2001 r. zmniejszyło się do około 4 mld USD.