Zgodnie z oczekiwaniami, globalny rynek akcji rozpoczął pod koniec poprzedniego tygodnia ruch powrotny do przełamanych na początku lutego ważnych wsparć. Nasza giełda nieśmiało podążyła za tym trendem, który powinien potrwać jeszcze kilka kolejnych sesji. Jakkolwiek skuteczna na razie obrona wsparcia w okolicach poziomu 1350 pkt., wyznaczonego przez listopadowy szczyt WIG20, rozbudza nadzieje optymistów na kolejny wzrost indeksu do nowego szczytu, to nadal sądzę, że trwająca ostatnio zwyżka ulegnie zahamowaniu w przyszłym tygodniu znacznie wcześniej (gdzieś w okolicach 1430 pkt.). Za tym, że proces korygowania wcześniejszego 4-miesięcznego wzrostu będzie nadal kontynuowany, przemawiają techniczne sygnały wyraźnej słabości napływające z szerokiego rynku (nowe 9-letnie minimum A/D-line, spadek wskaźnika McClellana poniżej grudniowego minimum przy braku potwierdzenia styczniowego szczytu indeksu). Niezależnie od ostatecznego przebiegu i zasięgu rozpoczętej 3 tygodnie temu korekty wydaje się, że okres od końca marca do lipca powinien ponownie stać na światowych rynkach akcji (a zatem zapewne i na GPW) pod znakiem wzrostów napędzanych wiarą w materializację scenariuszy makroekonomicznych zakładających nadejście w II półroczu globalnego ożywienia gospodarczego. Niestety, wydaje się, że oprócz ekspansji fiskalnej w USA (bo już nie w Japonii, UE czy naszym kraju), jedynym motorem przyszłego ożywienia mogą być wydatki konsumpcyjne, pobudzane bardzo niskim poziomem stóp procentowych na świecie. Przy obecnym poziomie wykorzystania mocy produkcyjnych na kolejny boom inwestycyjny nie ma bowiem co liczyć, a bez niego hossa na rynku akcji będzie raczej umiarkowana.