Choć czwartkowa sesja zakończyła się niewielkim spadkiem w stosunku do środowego zamknięcia, to jednak znaczenie tej zniżki jest znacznie większe niż jej rozmiary, które też nie były takie małe, jeśli uwzględnić wszystkie notowania z sesji. Od najwyższego kursu bowiem do zamknięcia wartość indeksu spadła o 33 punkty, czyli prawie 2%. Zamknięcie sesji wypadło bardzo blisko najniższej wartości indeksu w trakcie notowań, a ukształtowana czarna świeca (po czterech kolejnych białych) w całości obejmuje także wcześniejszą białą świecę. Obydwie są za małe i występują po zbyt małym wzroście, żeby mówić o formacji objęcia bessy, ale w połączeniu z innymi sygnałami układ ten zapowiada spadek. Te inne sygnały to spadek poniżej szczytu z 11 lutego, a także przełamanie linii wsparcia, pociągniętej po dołkach z 7 i 12 lutego. Z tej bardzo krótkoterminowej analizy wniosek jest taki, że na najbliższych sesjach Nasdaq Composite będzie spadał do dołka z 7 lutego, ukształtowanego na 1782 pkt.

Przechodząc teraz do nieco dłuższego okresu - zwyżka zatrzymała się dokładnie na oporze wyznaczanym przez spadkową linię trendu, a także opór pociągnięty po dołkach z grudnia i stycznia. Ostatnia zwyżka nie przekroczyła poziomu dna z 22 stycznia, które znajduje się na 1882 pkt. Zatem struktura trendu spadkowego nie została naruszona. Do pełni szczęścia niedźwiedziom potrzebne było piątkowe otwarcie z luką bessy, ale i tak przewaga jest po ich stronie.

Konsekwencją przełamania opisywanego oporu będzie zwyżka do szczytu z początku roku, który ukształtował się na poziomie 2059 pkt. Czy będzie to równoznaczne z powrotem do trendu wzrostowego, zapoczątkowanego we wrześniu zeszłego roku - za wcześnie przesądzać.

Ta sama analiza nieco inaczej wygląda w przypadku indeksu S&P 500. Tutaj w czasie ostatniej zwyżki bykom udało się doprowadzić do przełamania spadkowej linii trendu, a czwartkowa świeca może nie tyle jest spadkowa, ile raczej zapowiada stabilizację notowań.