- Pan Schmid cieszy się na rynku uznaniem, jest pełen dynamizmu, ale jego plany związane z wydatkami na UMTS są pozbawione realizmu i nieodpowiedzialne - skomentował na łamach "Hadelsblatta" najnowsze tarcia między udziałowcami Mobilcomu jeden z członków kierownictwa francuskiego koncernu.
France Telecom poprzez swoją spółkę-córkę Orange posiada 28,5% akcji Mobilcomu. Francuzi kupili ten pakiet w 1999 r. nie mając innej możliwości wejścia na niemiecki rynek telekomunikacyjny. Ponieważ były to wyjątkowo dobre czasy dla branży, zobowiązali się do finansowania większości inwestycji związanych z uruchomieniem UMTS (działając w ramach konsorcjum obaj partnerzy zapłacili latem 2000 r. za licencję na usługi telefonii komórkowej trzeciej generacji w Niemczech 8,5 mld euro).
Po załamaniu w branży telekomunikacyjnej prezes France Telecom Michel Bon mocno ograniczył jednak wydatki, próbując zniwelować sięgające 65 mld euro zadłużenie koncernu. Na zaangażowanie w telefonię komórkową ma trafić w najbliższych latach najwyżej "kilkaset milionów euro". Tymczasem szef Mobilcomu, powołując się na wcześniejsze obietnice mówiące o 10 mld euro, przedstawił ostatnio plan inwestycyjny na poziomie 11,3 mld euro do 2010 r.
Francuzi mają z Mobilcomem także inne kłopoty. Posiadany przez nich pakiet akcji niemieckiej spółki, wyceniony początkowo na 3,5 mld euro, obecnie wart jest nie więcej niż 350 mln euro. Zdaniem analityków, z tego powodu France Telecom do marca będzie zmuszony utworzyć rezerwy na ten cel rządu 3 mld euro.
Poza tym eksperci są sceptycznie nastawieni do założonych przez Schmida dochodów z UMTS. Prezes Mobilcomu szacuje, że na rynku niemieckim, gdzie konkurencja będzie ostra jak w żadnym innym kraju Europy, miesięczny przychód z jednego klienta UMTS wyniesie 55-66 euro. Tymczasem kontrolujący największą część tamtejszego rynku T-Mobil (spółka-córka Deutsche Telekom) ocenia te wpływy najwyżej na 50 euro.