Dlatego też byki stają dziś wobec zdecydowanego ultimatum: albo szybko zbiorą siły i powrócą powyżej wsparć w co osobiście wątpię, albo też dalsza część sesji przesądzi o tym, że rynek znalazł się w fazie korekty całej czteromiesięcznej zwyżki i już niedługo zobaczymy WIG20 przynajmniej na poziomie 1260 pkt., gdzie przebiega 38,2% jej zniesienie.
Mój pesymizm został potwierdzony wczorajszymi notowaniami, podczas których w oczy rzucały się dwie kwestie: szerokość spadkowego rynku oraz to, że pomimo niskim obrotów na całym parkiecie na spółkach, które wyraźniej spadły te obroty wcale takie małe nie były. To tworzyło mylne wrażenie, iż brak jest chętnych do sprzedaży akcji.
Wciąż najważniejszego czynnika rozwoju koniunktury upatruję w rynkach zagranicznych i tu nie zmieniam zdania, że nie ma szans na trwalszą poprawę notowań. Od rana indeksy europejskie zdecydowanie zniżkują, najmniej FTSE, bo o 0,6%, najwięcej DAX o blisko 1,8%. To tworzyć będzie dodatkową presję podażową.
Dziś mamy publikację wskaźnika produkcji przemysłowej i zmiany cen na poziomie producentów w naszym kraju w styczniu. Oczekiwania są tu dość rozbieżne, ale nie zmienia to faktu, że dane te mogą przyczynić się do dalszego pogorszenia nastrojów na rynku. Na tym etapie inwestorzy na pewno nie zadowolą się ewentualną zapowiedzią kolejnej obniżki stóp, a chcą widzieć symptomy odradzania się gospodarki.
Krzysztof Stępień