Reklama

Wynurzyliśmy się na powierzchnię

Z Waldemarem Pawlakiem, prezesem Warszawskiej Giełdy Towarowej, rozmawia Krzysztof Jedlak

Publikacja: 20.02.2002 07:38

Z naszych informacji wynika, że strata netto spółki za zeszły rok wyniosła około 3,4 mln zł. W jakiej sytuacji finansowej znajduje się teraz WGT?

Kiedy jest mowa o zeszłym roku, dobrze jest rozróżnić I i II półrocze. W II półroczu dokonaliśmy bowiem drastycznych oszczędności, w tym poprzez tak niepopularne działania, jak zmniejszenie zatrudnienia. Prawie połowa pracowników odeszła. Od lipca wprowadziliśmy sprzedaż towarów za pośrednictwem platformy internetowej, co wywołało zmianę na całym rynku towarowym. W sierpniu osiągnęliśmy zysk operacyjny. Generalnie w II półroczu, mimo kosztów restrukturyzacji, osiągnęliśmy równowagę finansową. W styczniu br. także wyszliśmy na zero. Powiedziałbym, że o ile na początku zeszłego roku znajdowaliśmy się jeszcze na głębokości większej niż peryskopowa, to teraz wynurzyliśmy się na powierzchnię.

Pewne efekty przyniósł też zakup przez WGT kontraktów terminowych na USD...

Tak. Nie może być przecież tak, żeby szewc bez butów chodził.

To duża pozycja?

Reklama
Reklama

Nie, chodzi o kilkanaście kontraktów. Podobnie jak inne firmy, mamy, ze względu na czynsz, pewne zobowiązania liczone w dolarach. Dodatkowe wpływy z kontraktów poprawiły nasz bilans już w styczniu.

Jak oceniacie perspektywy na bieżący rok?

Sądzimy, że ten rok będzie decydujący, bo chcemy wprowadzić na rynek towary nie tylko z Agencji Rynku Rolnego, ale także inne.

Na razie jednak pozaagencyjnych ofert jest bardzo niewiele...

Chcemy to zmienić. Dla nas to przede wszystkim kwestia wprowadzenia do obrotu w szerszym zakresie towarów innych niż te, którymi handluje ARR, a więc kwestia szerszego wejścia na rynek cukru, węgla czy paliw.

A rynek instrumentów pochodnych?

Reklama
Reklama

Jesteśmy zainteresowani jego rozwojem. Instrumenty pochodne są nieźle znane i wykorzystywane na rynku towarowym, ale nie zagospodarowany segment to rynek kontraktów na dolara i euro.

Macie pomysł na ożywienie tego segmentu?

Uważamy, że obrót powinny generować firmy, które będą zabezpieczać transakcje towarowe. W ten sposób rynek w sposób naturalny staje się związany z giełdą towarową. Oczywiście, spekulanci są bardzo pożądani, gwarantują płynność, ruch, ale charakteryzuje ich słomiany ogień i trudno liczyć, że oni rozwiną ten segment. Obrót musi się opierać na transakcjach firm, które importują i eksportują, a więc narażone są na ryzyko kursowe. Nie mamy środków, aby organizować wielkie akcje promocyjne, ale w tym roku będziemy się starali dotrzeć z ofertą do bezpośrednio zainteresowanych.

Do tej pory to się nie udawało, rynek mizernie wyglądał i wygląda. Liczba np. ponad 200 otwartych pozycji nie robi imponującego wrażenia...

No tak, jest ich mało w porównaniu np. z kontraktami na WIG20, ale główny problem polega na tym, że nasze firmy z tych instrumentów nie korzystają. Duże firmy zabezpieczają się poprzez transakcje forward z bankami, a małe i średnie nie robią tego wcale. Tymczasem rynek kontraktów na WGT jest atrakcyjny, bo gwarantuje kwotowania transakcyjne przy znacznie mniejszym spreadzie niż na GPW, a także dlatego, że wielkość depozytu jest znacznie mniejsza. Sięga on niespełna 2,5% kwoty bazowej. Dodatkowo, jeśli dom maklerski ma otwarte odpowiednio przeciwne pozycje w transakcjach forward, to przy spełnieniu kilku warunków depozyt wymagany przez WGT jest niższy. Kalkulujemy więc ryzyko w ujęciu, można rzec, netto. Problemem jest natomiast współpraca z domami maklerskimi z rynku papierów wartościowych.

A są jakieś szanse, że domy maklerskie z rynku papierów wartościowych pojawią się wkrótce na WGT?

Reklama
Reklama

Mam nadzieję, że w tym roku kilka z nich zdecyduje się na to. Byłoby to bardzo interesujące dla inwestorów, na przykład z punktu widzenia możliwości dokonywania arbitrażu ze względu na bardzo duże spready na GPW.

A z kim Pan rozmawia?

Z bankami i z prywatnymi domami maklerskimi. I rozmawiamy z nimi w tej kolejności.Macie w planach wprowadzenie jakichś nowych instrumentów pochodnych?

Wprowadziliśmy opcje na kontrakty walutowe. Pojawiły się w ofercie dopiero w końcówce ubiegłego roku.

Kiedy WGT złoży do KPWiG wniosek o licencję, by spełniać wymogi ustawy o giełdach towarowych?

Reklama
Reklama

Myślę, że złożymy wniosek do końca I półrocza, a najpóźniej w III kwartale. Niektóre kwestie budzą jednak kontrowersje. Na przykład, wymogi dotyczące minimalnej wielkości środków własnych towarowych domów maklerskich na poziomie 3,2 mln zł są mocno wyśrubowane, biorąc pod uwagę realia. Poza tym rynek towarowy ma tę specyfikę, że większość transakcji jest realizowana poza giełdą, inaczej niż na rynku papierów, gdzie jest prawny przymus realizacji transakcji na GPW. W tej sytuacji trzeba się zastanowić, co takiego daje ustawa o giełdach towarowych, aby uczestnicy rynku woleli działać na giełdzie niż poza nią. Ustawa mówi o obowiązkach, ale korzyści są mało widoczne.

Jakie zachęty by Pan proponował?

To jest kwestia innych regulacji, np. w zakresie dopuszczania do rynku regulowanego. Nie można przenosić, np. co do wymogów kapitałowych, rozwiązań, wprost z rynku papierów wartościowych, bo potencjalni uczestnicy obrotu towarowego wybiorą rynek pozagiełdowy.

Co Pan powie o zarzutach, że instytucje rynku rolnego są pod wpływem PSL i dzięki temu udało się WGT zmonopolizować obrót towarami agencyjnymi.

Zupełnie błędna jest opinia o monopolizowaniu rynku. Istota giełdy jest taka, żeby kojarzyć popyt z podażą w jak największym zakresie. Im więcej jest kupujących i sprzedających, tym lepiej. Tak więc zarzut o monopolizowaniu rynku jest nieporozumieniem...

Reklama
Reklama

...mam na myśli fakt, że ARR kieruje towary wyłącznie na WGT.

Tego typu zjawisko koncentracji podaży i popytu jest z punktu widzenia mechanizmów giełdowych korzystne. Dzięki temu, że uruchomiliśmy platformę internetową, istnieją naprawdę lepsze warunki do uzyskiwania korzystniejszej ceny. Każde z biur maklerskich, bez względu na wielkość i położenie, uzyskało równy dostęp do przetargów. Co do ARR, to biorąc pod uwagę, kiedy ta decyzja została podjęta, na pewno trudno się dopatrywać uwarunkowań politycznych. W grę mogły wchodzić wyłącznie argumenty ekonomiczne.

Czy Pana wpływy polityczne i wpływy również zasiadającego w parlamencie Zbigniewa Komorowskiego, głównego akcjonariusza WGT, nie mają znaczenia dla funkcjonowania giełdy?

Zdaję sobie sprawę, że wszystko, co robię, będzie komentowane w tym wymiarze i nie sposób tego uniknąć. Nie można też zaprzeczyć, że kontakty i możliwości związane z polityką mają wpływ na funkcjonowanie WGT. Łatwiej mi dotrzeć do osób funkcjonujących na rynku niż osobie, która w polityce nie działała. Ale to ma też złe strony. Taka identyfikacja polityczna sprawia, że partnerzy działają o wiele ostrożniej, bojąc się posądzeń, że coś, mówiąc potocznie, zostało "załatwione". Dobrym przykładem jest właśnie decyzja ARR. Musieliśmy się mocno napracować, żeby pokazać, że miała wymiar czysto rachunkowy.

Jako poseł z jednej strony i menedżer z drugiej nie doświadcza Pan konfliktu interesów?

Reklama
Reklama

Na szczęście koledzy z PSL ułatwili mi tę sytuację, odsuwając mnie w dosyć konsekwentny sposób od wpływu na politykę. Nie pozostawili mi więc wyboru. Dla mnie to, co robię, stanowi wyzwanie. Zawsze interesowały mnie zagadnienia związane z wprowadzaniem technik internetowych do gospodarki, więc cieszę się, że mam taką możliwość. Z pewnym żalem patrzę na to, że PSL "odpuścił" sprawy internetu. Kiedyś mieliśmy dynamiczną witrynę Elektroniczny Dziennik Ludowy. Teraz EDL został praktycznie zamknięty.

Czy podtrzymywane są plany konsolidacji WGT z Giełdą Poznańską, skoro została przekształcona w towarowy dom maklerski?

Giełda Poznańska od strony formalnej nie została przekształcona w dom maklerski, ale rozszerzono zakres jej działalności, umożliwiając jej pełnienie tej roli. Co do konsolidacji, to są decyzje akcjonariuszy.Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Nawet gdybym miał zdanie na ten temat, to nie chciałbym go formułować.

Co z planami podwyższenia kapitału WGT?

Dwie próby podjęte w zeszłym roku były nieudane. Mimo że wykonaliśmy plan oszczędnościowy, akcjonariusze nie doszli do porozumienia w tej sprawie. W tej chwili musimy się poruszać po krawędzi, wykorzystując wszystkie możliwości i zasoby, jakimi spółka dysponuje.

No właśnie, wśród tych zasobów jest bardzo cenna nieruchomość. Sprzedacie ją jedynemu chętnemu, który się zgłosił, czyli synowi Zbigniewa Komorowskiego?

Zastanawiamy się, jak najlepiej można by ją wykorzystać. W grę wchodzi nie tylko sprzedaż, ale np. wynajem całej nieruchomości. To przecież można policzyć, które rozwiązanie bardziej się opłaca. Jesteśmy na etapie podejmowania decyzji. Sprzedaż jest ostatecznym rozwiązaniem.

Podobno pan Komorowski proponował już kilkakrotnie Panu konkretne terminy spotkania u notariusza...

Nie. Nie działamy pod presją. W tej chwili zarząd analizuje tę sprawę od strony finansowej. Nie zamierzamy podejmować pochopnych decyzji.

Czyli nacisków ze strony akcjonariusza nie ma?

Pan Komorowski podziela zdanie, że nieruchomość należy wykorzystać w najlepszy z ekonomicznego punktu widzenia sposób. Chcę przypomnieć, że zaangażowanie pana Komorowskiego i podmiotów z nim powiązanych w spółce jest wśród akcjonariuszy stosunkowo największe. Utrzymanie się WGT w ub.r. było możliwe dzięki uzyskanej od niego pożyczce. Odnoszę wrażenie, że sprawa nieruchomości komentowana jest bardziej w kategoriach politycznych niż biznesowych.

Wracając do kontraktów, czy prawdą jest plotka, że grał Pan na rynku kontraktów na WGT zanim został Pan szefem spółki?

Tak, to prawda.

Jakie były efekty?

Różne, bywały czasy, kiedy wyniki były ciekawe, ale na początku ubiegłego roku byłem zaskoczony, że dolar spadł poniżej 4 zł. To wydawało mi się niewyobrażalne. Potem moja wyobraźnia się powiększyła, a portfel się pomniejszył.

Równoległe gra Pan na kontraktach na GPW?

Jak pan zauważył, nasz rynek jest mniej płynny, a ten na WIG20 bardziej, a zatem gwarantuje większe możliwości wejścia i wyjścia, ale ostatnie dwa lata nie były dobre dla inwestycji giełdowych. Wprawdzie na kontraktach można było podratować się na spadkach, ale myślę, że nikt nie przewidywał spadku indeksu WIG20 poniżej 1 tys. punktów.

Na WGT grał Pan na kontraktach walutowych, na GPW na WIG20?

Tak, bo kontrakty walutowe na WGT były zawsze bardziej atrakcyjne.

Rynek kontraktów walutowych na GPW nie interesował Pana?

Kiedyś, mając więcej czasu, bawiłem się także w transakcje arbitrażowe. Ponieważ płynność na obu rynkach kontraktów walutowych nie jest zbyt duża, czasami zdarzały się ciekawe sytuacje i okazja do interesujących transakcji. Można powiedzieć, że pewne sytuacje traktowałem treningowo, chciałem posmakować, jak wygląda ćwiczenie z arbitrażem. Z tym że, moim zdaniem, generalnie do arbitrażu trzeba mieć większe kapitały i trzeba się w praktyce na tym skoncentrować. Jest to więc idealny rynek dla banków czy domów maklerskich.

Wiem, że grał Pan także na rynku kasowym. Czy nadal handluje Pan akcjami?

Tak, choć w tym przypadku także mam mniej czasu na aktywną działalność inwestycyjną.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama