Można by się zatem spodziewać, że to wyzwoli nerwowość po stronie posiadaczy akcji i przystąpią oni do bardziej zdecydowanego działania. Ale do tej pory podaż jest bardzo spokojna, co jednak nie zachęca byków, by podciągnąć rynek w górę. W sumie więc osuwa się on pod własnym ciężarem, widząc, ze w Eurolandzie koniunktura ani na jotę się nie poprawia. Muszę przyznać, iż mam spore kłopoty z interpretacją tych zdarzeń. Chyba prawidłowym wnioskiem z tej sytuacji jest ten, że na rynku brak jest odpowiedniego kapitału nie tylko, by go podciągnąć w górę, ale także aby go utrzymać na obecnym poziomie. To, że skala zniżek, trwających od miesiąca, jest do tej pory niewielka wynika z opanowania sprzedających. Ale to z kolei sugerowałoby, że mamy, albo mieliśmy do czynienia z powolną dystrybucją akcji, a właściwy trend jeszcze się nie rozpoczął. To oczywiście bardzo pesymistyczna ocena sytuacji, która niekoniecznie musi znaleźć w rzeczywistym przebiegu zdarzeń.

Osobna kwestia to zachowanie Pekao, które ma największy udział w WIG20. Jeśli komuś zależałoby na akumulacji papierów nie utrzymywałby nieco na siłę nadziei na obronę wsparć na indeksach. Raczej zależałoby mu na szybkim zbiciu cen do czego znakomicie mógłby wykorzystać zniżki na światowych giełdach. Trochę to wygląda na to, jakby część inwestorów miała w portfelach sporo gorących akcji, których przy utrzymującym się poziomie obrotów nie daje się szybko umieścić na rynku. To groziłoby tym, że te akcje mogą w pewnej chwili na parkiet trafić.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu