Reklama

Bezrobocie sięgnęło 18%

W styczniu wskaźnik bezrobocia osiągnął rekordowy poziom - bez pracy było ponad 3,25 mln osób, czyli 18% ludności czynnej zawodowo - poinformował GUS. Tymczasem przedsiębiorstwa zapowiadają dalsze zwolnienia. Na dodatek styczniowe dane o gospodarce nie dają prawie żadnych nadziei na poprawę sytuacji.

Publikacja: 22.02.2002 12:51

Prawie, bo w wynikach lutowych badań koniunktury widać nieznaczną poprawę nastrojów przedsiębiorców w każdym sektorze - przemyśle, budownictwie i handlu detalicznym. Nie oznacza to jednak, że firmy oceniają swoja sytuację dobrze - wprost przeciwnie, oceny są negatywne, choć lepsze niż w styczniu. Mimo wzrostu optymizmu firmy zapowiadają dalsze zwolnienia i to w skali podobnej jak przed miesiącem.

A sytuacja na rynku pracy i tak jest zła. - Zwykle w styczniu bezrobocie rośnie, ale ten styczeń był wyjątkowo niedobry - powiedział Janusz Witkowski, wiceprezes GUS. - Liczba zarejestrowanych bezrobotnych przekroczyła na koniec stycznia 3,25 mln osób i była o ponad 138 tys. większa niż w grudniu i o prawie 418 tys. większa niż w styczniu ub. roku. Wskaźnik bezrobocia na koniec ubiegłego miesiąca wyniósł 18% wobec 17,4% w grudniu i 15,7% rok wcześniej.

Wskaźnikowi bezrobocia niewiele więc już brakuje do 18,6%, a więc poziomu, który wg budżetu ma ono osiągnąć pod koniec roku.

Zdaniem J. Witkowskiego, do liczby zarejestrowanych bezrobotnych należy dodać ok. 483 tys. osób, które korzystają z zasiłku czy innych świadczeń przedemerytalnych, a które w innych krajach zaliczani są do ludzi pozostających bez pracy. Wtedy dopiero będzie widać w pełni skalę zjawiska - bez pracy jest już bowiem ponad 3,7 mln osób. - Na wyniki stycznia czekaliśmy z nadzieją, że sytuacja się poprawi, skoro ubiegły rok skończył się tak źle. Jednak styczeń nie był miesiącem przełomowym, nawet nie nastąpiło w ubiegłym miesiącu zahamowanie negatywnych tendencji - powiedział J. Witkowski.

W styczniu nastąpił spadek produkcji o 5% wobec grudnia. Jednak, na co wskazał wiceprezes GUS, zwykle w tym miesiącu wyniki są gorsze niż w grudniu. O wiele większe wrażenie robi fakt, iż produkcja był o 1,4% mniejszy niż w styczniu ub. roku. Spadła produkcja dóbr inwestycyjnych i zaopatrzeniowych, a zwiększyło się wytwarzanie dóbr konsumpcyjnych. Jeszcze gorzej niż w przemyśle było w budownictwie. - Już od jakiegoś czasu mówię o zapaści w tym sektorze. Jednak w takim razie słowo zapaść w świetle wyników stycznia jest nieodpowiednie - powiedział Witkowski. Produkcja budowlano-montażowa w styczniu stanowiła bowiem ponad 1/3 tej osiągniętej w grudniu i ok. 2.3 tego, co w styczniu ub.r.

Reklama
Reklama

GUS nie przedstawił swoich prognoz, jednak większość analityków i ekonomistów liczy na poprawę sytuacji gospodarczej w II połowie roku. Jednak PKB w br. wzrośnie niewiele - w budżecie zaplanowano wzrost o 1%. Szybciej gospodarka ma się rozwijać w roku 2003 - PKBN ma się wtedy zwiększyć o 3%.

Gospodarka w nierównowadze

Zdaniem ekonomistów BRE Banku, przyspieszenie wzrostu PKB rząd chce osiągnąć kosztem równowagi gospodarczej, a więc wzrostu inflacji i deficytu na rachunku obrotów bieżących. Jednak te negatywne skutki pojawią się dopiero w latach następnych.

- W tym roku istotnych zagrożeń dla równowagi gospodarczej nie ma - powiedział Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE. - Inflacja, deficyt na rachunku obrotów bieżących i tempo wzrostu PKB nie powinny nas niczym zaskoczyć. Jednak już pod koniec tego roku inflacja i deficyt zaczną się pogarszać.

Jego zdaniem, rząd poprzez wzrost wydatków chce napędzić popyt krajowy, który zacznie rosnąć w tym samym okresie, w którym będzie widoczne ożywienie popytu zewnętrznego. To spowoduje wzrost inflacji i znaczny wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących i w rezultacie za kilka lat Polska znowu stanie przed niebezpieczeństwem kryzysu.

- Osią tej strategii jest założenie, że wejdziemy do Unii Europejskiej w 2004 roku, bo dzięki temu sygnały narastającej nierównowagi przestaną mieć znaczenie - powiedział J. Jakowiak. - Jednak pozostaje pytanie, co się stanie, jeśli nasze wejście do UE ulegnie opóźnieniu o jeden czy dwa kwartały, nie mówiąc już o rocznym czy większym opóźnieniu.Na dodatek, program gospodarczy rządu grozi szybkim wzrostem długu publicznego. - W programie kilkakrotnie wspomina się o konieczności obniżenia stóp procentowych - powiedział Arkadiusz Grabarczyk, ekonomista BRE. - Z naszych wyliczeń wynika, że szybka redukcja stóp o więcej niż 3 pkt. proc. spowodowałaby w obecnych warunkach mocno dewaluację złotego. A to wystarczy, aby znacznie wzrosła wartość zadłużenia zagranicznego, co spowoduje, iż dług publiczny wzrośnie do blisko 60%. Zgodnie z prawem, w takiej sytuacji rząd nie mógłby dawać nowych poręczeń i gwarancji, a to ma być jednym z głównych źródeł finansowania programu rządu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama