- Koszty funkcjonowania funduszy będą spadać w miarę wzrostu ich aktywów. Obniżka będzie też naturalną konsekwencją przybliżania się daty naszego wstąpienia do Unii Europejskiej. Gdy to nastąpi, zagraniczne firmy będą mogły bez ograniczeń oferować u nas swoje fundusze. Dlatego konkurencja na rynku się zaostrzy - mówi Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Union-Investment TFI. - Spodziewam się, że za rok do dwóch lat średnie koszty np. funduszy agresywnych, wynoszące obecnie ok. 4%, spadną do 3% - dodaje.
- Już teraz w funduszach, w których nastąpił znaczny wzrost aktywów, obniżyły się koszty stałe w przeliczeniu na jednego uczestnika. Oznacza to, że faktycznie ponoszone wydatki mogą być niższe od tych, na które zezwalają statuty - wyjaśnia Cezary Burzyński, wiceprezes PKO/CS TFI. Chodzi tu m.in. o wynagrodzenie depozytariusza i agenta transferowego. - Spodziewam się, że jeszcze w tym roku dojdzie do formalnych obniżek opłat. Od momentu wzrostu aktywów do momentu obniżenia opłat musi bowiem upłynąć trochę czasu - dodaje.
O obniżce opłat nie myśli natomiast DWS TFI. Według Jana Mieczkowskiego, wiceprezesa towarzystwa, wysokość kosztów nie jest bowiem najważniejszym czynnikiem, który inwestorzy biorą pod uwagę wybierając fundusz. - Z badań przeprowadzonych w różnych krajach wynika, że koszty zajmują dopiero kolejne miejsce, po wyniku, płynności, bezpieczeństwie i jakości obsługi - mówi J. Mieczkowski. Jego zdaniem, amerykańskie fundusze, które są dużo droższe od europejskich, wygrywają obecnie walkę o klienta w Niemczech, bo mają znacznie lepsze wyniki. - Najlepiej świadczy to o tym, że koszty nie są dla inwestorów najważniejsze - mówi wiceprezes DWS TFI.
Tylko w bezpiecznych
opłaty zależą od wyników