O tym, że w ubezpieczeniach, zwłaszcza na życie, nadeszły trudne czasy nikogo nie trzeba przekonywać. Co gorsza, coraz więcej przedstawicieli sektora przyznaje, że więcej niż do tej pory ubezpieczeń nie da się już sprzedawać.
Liczby są nieubłagane. Krajowe zakłady ubezpieczeń na życie są coraz mniej skuteczne w pozyskiwaniu nowych klientów. Okazuje się bowiem, że około 14% polis zawartych w 2001 roku zostało już zlikwidowanych. Zjawisko jest tym bardziej niepokojące, że obserwuje się gwałtowny spadek dynamiki składki brutto. Staje się oczywiste, że przetrwają tylko ci, którzy będą w stanie zbudować długoterminową strategię rynkową, która pozwoli na tanie i skuteczne dotarcie do klienta oraz przekonanie go do produktów ubezpieczeniowych.
Krótka diagnoza
Za wyhamowanie sprzedaży ubezpieczeń odpowiedzialne są, oprócz czynników obiektywnych, takich jak spowolnienie wzrostu gospodarczego i związany z tym wzrost bezrobocia, spadek dochodów gospodarstw domowych oraz wzrost świadomości ubezpieczeniowej, obnażający niedopasowanie produktów, głównie starszych firm, do potrzeb klientów. Nie bez znaczenia pozostają także błędy w organizacji systemów sprzedaży. Prawdziwą zmorą, dla niektórych firm okazały się przy tym systemy prowizyjne, polegające na wypłacaniu pośrednikom - w pierwszym roku obowiązywania umowy ubezpieczenia - wysokich prowizji, wyższych niż zainkasowana składka w danym roku.
Na skutki długo nie trzeba było czekać. Na rynku pojawiła się duża grupa nieuczciwych agentów, którzy, wędrując od firmy do firmy, pozyskiwali tych samych, często fikcyjnych klientów. Duże straty, jakie z tego powodu poniosły zakłady, spowodowały, że przedstawiciele sektora ubezpieczeniowego zaczynają rewidować podejście do prowadzeni biznesu w Polsce.