Reklama

Sejmowa farsa, czyli jak lud swój bank łupił

Komedia? Niestety, raczej jeszcze nie zakończona farsa z ewentualnym dramatem majaczącym w nie tak odległej perspektywie. Jeśli tylko - jak się niektórym roi - cała władza, w tym na nieszczęście także monetarna, trafi w łapy ludu. Reprezentowanego w sposób coraz bardziej ekstremalny przez przerażająco sporą liczbę posłów.

Publikacja: 02.03.2002 08:35

Relacja z czwartkowo-piątkowych harców poselskich była oczywiście niezwykle atrakcyjna dla narodu. Ci, którzy o ekonomii nic nie wiedzą i którzy nie cierpią Leszka Balcerowicza, RPP, NBP i całej bandy profesorów, analityków i komentatorów, święcili triumfy. Ich reprezentanci i ulubieńcy bez ogródek uderzali w autorytety i sławy. Nie matura, lecz chęć szczera zdeklasowała zdrowy rozsądek i wiedzę. Atrakcyjna, ale gorzka to była debata także dla tych, którzy przewidywali, iż doczekamy się i takiego cyrku.

Mnie obrady "naszego" (osobiście nie poczuwam się do duchowego pokrewieństwa z tą egzotyczną mieszanką) Sejmu nasuwały skojarzenia, iż tak pewnie musiały wyglądać "posiedzenia" rosyjskich chłopów i robotników podburzanych do wszczęcia rewolucji październikowej. Bajdurzenia i sugestie dotyczące tego, jaką to rzekomo wrogą robotę wykonują analitycy bankowi, muszą i śmieszyć i przerażać. Manipulowanie opinią publiczną sięgnęło zenitu (przynajmniej taką mam nadzieję, bo bardziej bzdurnej debaty chyba jeszcze nie widziałem). Nie sposób pominąć zwykłego chamstwa, jak choćby odzywek o "odstrzeliwaniu psa, który gryzie właściciela". A taki folklor nie jest już zupełnie zabawny.

W czasie debaty sejmowej pytano otwarcie o możliwość postawienia szefa NBP przed Trybunałem Stanu. Jeśli rozwój sytuacji będzie przebiegał tak jak obecnie, to przed Trybunał postawiłbym osoby wybierające skrajnie nieodpowiedzialnych ludzi, którzy w ten sposób zyskali mocarną i bardzo niebezpieczną dla wszystkich nas pozycję. W czasie pyskówki na Wiejskiej pozwolono sobie nawet na sugerowanie choroby psychicznej jednego z członków RPP. Myślę, że w tej sytuacji przydałyby się faktycznie badania. Tyle że zupełnie innych osób.

Ani Rada, ani NBP, ani sam Leszek Balcerowicz nie powinni być świętymi krowami. Ale prawo do oceny i krytyki ich poczynań przysługuje tylko tym, którzy mają pojęcie, czym ci ludzie się w ogóle zajmują. A teraz coraz głośniej krzyczą w tej sprawie osoby, które po prostu tego nie wiedzą. Oczywiście, nie muszą, ale jeśli tak - to niech milczą albo pytają mądrzejszych.

Sprawa jest arcypoważna. To nie dyskusje akademickie, tylko aroganckie popisy w najważniejszej sali w Polsce. Teoretycznie, Sejm może przecież prawie wszystko. Mamy więc do czynienia z niebezpiecznym absurdem. Cała nadzieja w temperowaniu nastrojów przez prezydenta i odpowiedzialności rządu, a raczej - największego ugrupowania parlamentarnego. I w tym, że wojownicza postawa premiera jest tylko elementem gry negocjacyjnej.

Reklama
Reklama

Premier Leszek Miller powiedział w publicznej telewizji, iż to już nie rząd, a Sejm wypowiada się w sprawie polityki pieniężnej. Nie wiem, czy chciał zasugerować, że ranga owego wydarzenia przez to rośnie. W przypadku tego Sejmu - na pewno nie. Szef rządu zasugerował także, że Sejm ma prawo w tej sprawie się wypowiedzieć. No więc MIAŁBY prawo, gdyby wszyscy posłowie wiedzieli - przynajmniej w zarysie - o czym w ogóle mówią. Na co nie ma szans.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama