Sprawa ta wywołuje ostatnio sporo kontrowersji w kołach finansowych. Sesje na giełdzie frankfurckiej zostały wydłużone w czerwcu 2000 r., aby stworzyć lepsze warunki dla miejscowych inwestorów indywidualnych, a także dla inwestorów instytucjonalnych z innych krajów, zainteresowanych akcjami niemieckich przedsiębiorstw. Decyzję tę podejmowano w okresie dobrej koniunktury na rynku kapitałowym. Gdy jednak doszło do jej pogorszenia, instytucje finansowe zaangażowane w operacje na giełdzie, takie jak banki czy biura maklerskie, zaczęły odczuwać potrzebę ograniczenia kosztów - znacznie większych wskutek wydłużonej sesji.
Cytowany przez agencję Bloomberga Oliver Klemm, szef biura maklerskiego Oliver Klemm Wertpapier, uważa, że dla samej giełdy dłuższy czas pracy nie jest zbyt kosztowny, gdyż trzeba tylko później wyłączyć system komputerowy. Inaczej jest z bankami i biurami maklerskimi. Te muszą bowiem zapłacić więcej pracownikom. Dlatego właśnie niektóre banki i domy maklerskie wywierały nacisk na Deutsche Börse, aby powrócić do sesji, które kończyłyby się o godz. 17.30. Argumentowano też, że na godziny wieczorne przypada tylko około 7% wszystkich operacji giełdowych.
Operator giełdy frankfurckiej twierdzi, że przeprowadził rozmowy z uczestnikami rynku, którzy zrezygnowali ze skracania sesji, gdyż nie zredukowałoby ono w zasadniczy sposób kosztów. Ponownie wskazano na korzyści, jakie z dłuższego funkcjonowania parkietu wyciągną niemieccy inwestorzy indywidualni oraz zagraniczni inwestorzy instytucjonalni. Nie omawiano w ogóle ewentualnego skrócenia sesji na rynku finansowych instrumentów pochodnych Eurex. Około 15% jego obrotów przypada na godziny wieczorne, a transakcje zawierają wówczas głównie inwestorzy z USA oraz Wielkiej Brytanii.
Frankfurcki indeks DAX jest obecnie jedynym z ośmiu czołowych wskaźników europejskich, który odzwierciedla operacje giełdowe dokonywane po godz. 17.30. Z wydłużonej sesji zrezygnowała w październiku giełda sztokholmska. Skrócenie czasu pracy zapowiedziała też giełda w Helsinkach.