Wprawdzie inwestorzy nie mogą narzekać, bowiem akcje Gazpromu zdrożały od początku roku o 43%, ale na niedawnym posiedzeniu rady nadzorczej, poświęconym zatwierdzeniu planów finansowych na 2002 r., dyskusję zdominowało olbrzymie zadłużenie firmy. - Ten gazowy kolos tkwi w pułapce długów - potwierdził niemieckiemu "Handelsblattowi" Florian Fenner z działającego w Moskwie szwajcarskiego Unifund.
Łączne zadłużenie szacowane jest obecnie na 13 mld USD. Według moskiewskiej gazety "Wiedomosti", firma tylko w tym roku potrzebuje co najmniej 5,8 mld USD (175,5 mld rubli), by pokryć koszty bieżącej działalności. To o 1,3 mld USD więcej niż w 2001 r., choć tegoroczne plany inwestycyjne odchudzono o 14 mld rubli (464 mln USD).
Nic więc dziwnego, że Gazprom liczy na zachodnich kredytodawców. Łącznie w tym roku chce tą drogą pozyskać co najmniej 2 mld USD. Ma mu w tym m.in. pomóc zapowiadana na koniec kwietnia emisja euroobligacji o wartości 500-750 mln USD i - być może - sprzedaż 4,5--proc. pakietu własnych akcji. Już w najbliższych dniach grupa moskiewskich banków inwestycyjnych powinna zakończyć negocjacje z konsorcjum zachodnich instytucji finansowych w sprawie pierwszego w tym roku kredytu (na 300 mln USD).
Czy uda mu się wyciągnąć od Zachodu aż tyle pieniędzy? Nie wszyscy są o tym przekonani. Już przed kilkoma miesiącami Siergiej Dubinin, ówczesny członek zarządu Gazpromu odpowiedzialny za finanse, zwracał uwagę na rosnące problemy koncernu z refinansowaniem zadłużenia. - Gazpromowi te 5,8 mld USD brakuje w większości na obsługę krótkoterminowych kredytów. Jednak moim zdaniem, więcej niż 2 mld w tym roku od Zachodu nie dostanie - uważa Sergiej Glaser, analityk moskiewskiego Alfa-Banku. To, czy rosyjski system bankowy jest w stanie zagwarantować pozostałe 3,8 mld USD - jest sprawą otwartą.
Kolejny powodem trudności finansowych może być niejasna struktura koncernu. Po doniesieniach akcjonariuszy mniejszościowych, niezadowolonych z audytu przeprowadzonego przez znaną firmę PricewaterhouseCoopers, do akcji wkroczyła rosyjska Państwowa Izba Kontroli (odpowiednik naszej NIK). Już teraz wiadomo, że część najbardziej dochodowych złóż oddano w zarządzanie menedżerom koncernu i udzielano nie oprocentowanych pożyczek zewnętrznym firmom.