"The Wall Street Journal" spekuluje, że o machinacjach Rusnaka musieli wiedzieć inni pracownicy tej instytucji.

W pozwie zarzuca się AIB, że sprawozdania finansowe banku po 1999 r. nie odzwierciedlały strat spowodowanych działalnością Rusnaka i wprowadzały w błąd inwestorów w USA, którzy zdecydowali się na zakup akcji irlandzkiego banku. Pozew wystosowano w imieniu tych graczy, którzy kupili akcje AIB w okresie od 1 stycznia 2001 r. do 6 lutego 2002 r. Pozostali posiadacze tych papierów mają, począwszy od 5 marca br., 60 dni, by ewentualnie przyłączyć się do pozwu i zgłosić swoje roszczenia.

W wyniku ujawnienia przed miesiącem strat AIB cena akcji banku spadła w USA już o 16%, a na początku lutego ich kurs obniżył się tylko w ciągu jednej sesji z 23,55 USD do niecałych 20 USD. Jeden z głównych organizatorów pozwu - inwestor Walter Linn - oskarżył wprost AIB, że wykazał on zdumiewający brak nadzoru nad jednym ze swoich pracowników, czego efektem była niespodziewana strata prawie 700 mln USD.

Tymczasem nowe światło na aferę w Allfirst rzucił jeden z pracowników tej instytucji, Larry Smith, który był m.in. odpowiedzialny za weryfikację operacji dokonywanych przez Johna Rusnaka. Według nieoficjalnych informacji "The Wall Street Journal", Larry Smith miał powiedzieć podczas przesłuchania, iż jego zwierzchnicy zabronili mu dostępu do niektórych transakcji Rusnaka, również tych dotyczących notowań jena wobec dolara. Podkreślił on też, że podzielił się z przełożonymi podejrzeniami na temat operacji Rusnaka, lecz mimo to nie podjęli oni żadnych działań.

Jeden z przedstawicieli FBI potwierdził, że obecne śledztwo w Allfirst koncentruje się na tym, kto jeszcze może być zaangażowany w machinacje Johna Rusnaka, ponieważ podawana jest w wątpliwość teoria, że dealer mógł w pojedynkę przez tak długi czas dokonywać operacji, o których nie wiedział nikt inny w biurze.