Zwykle, choć nie jest to regułą, po wybiciu w górę z klina wykresy wykonują dynamiczny ruch. Niestety, na WIG20 nie obserwowaliśmy takiego zjawiska podczas wzrostu z przełomu II i III br. Dlaczego? Wyjaśnieniem może być poziom obrotów, który zarówno podczas zniżki z lutego br., jak i w trakcie powolnego ruchu w górę z ostatnich 2 tygodni tylko z rzadka przekraczał 250 mln zł. Ten poziom wymiany nie stanowił w prawdzie przeszkody w tworzeniu "horyzontu ze wskazaniem" - z podobną sytuacją mieliśmy przecież do czynienia wcześniej, gdy WIG20 "łapał" lokalny dołek w grudniu ub.r. - lecz okazał się niewystarczający, by doprowadzić indeks w pobliże styczniowych szczytów. Słabość strony popytowej została obnażona podczas poniedziałkowych notowań i nie pomogła tu prawidłowość polegająca na podążaniu obrotów w stronę wyższych cen i ich spadku w trakcie analogicznego ruchu indeksu.
Zaczęło się niewinnie, od utworzenia formacji "M" na wykresie "intraday" z linią szyi na 1402 pkt. Jej wielkość była tak nieznaczna, że mogło się zdawać, iż nie może ona zagrozić w żaden sposób wsparciu na 1390 pkt., a już w żadnym wypadku położonemu niżej poziomowi 1380 pkt. Stało się inaczej, wsparcia pękły jak zapałki, a na wykresie doszukać się można zarysów znacznie większej formacji "M" z linią szyi na 1370 pkt. i zasięgiem deprecjacji do 1325 pkt. W ostateczności wybicie w dół z kanału można by nawet potraktować na równi z realizacją flagi z zasięgiem spadku do 1240 pkt.
Ten czarny scenariusz ma jednak jeden istotny warunek realizacji, a jest nim pokonanie linii 5-miesięcznego trendu wzrostowego leżącej na 1370 pkt. Poziom 1370 pkt. pojawia się zatem po raz drugi i uznać go należy za kluczowy dla dalszych losów indeksu w perspektywie co najmniej krótkoterminowej. Wzajemny układ średnich EMA-15 i 55 w prawdzie nie pogorszył się lecz należy odnotować pierwszy od 2 tygodni spadek WIG20 poniżej EMA-15. Negatywnym sygnałom z analizy trendu towarzyszy adekwatna reakcja oscylatorów szybkich: CCI Average i Stochastic Slow generują sygnały sprzedaży.