Poniedziałkowe sesje na giełdach nowojorskich rozpoczęły się od umiarkowanych spadków cen. Inwestorzy woleli pozbywać się akcji, realizując zyski po wyraźnych zwyżkach w minionym tygodniu. Zaczęły przeważać opinie, że tendencja wzrostowa zapoczątkowana przed kilkoma tygodniami może nie mieć uzasadnienia w faktycznej kondycji finansowej spółek. Ponadto, dokładnie w sześć miesięcy po tragicznym ataku terrorystów na USA (giełdy nowojorskie uczciły pamięć ofiar 2 minutami ciszy), pojawiły się obawy przed konsekwencjami dla rynków finansowych dalszych posunięć władz USA w walce z terroryzmem.
Coraz powszechniej mówi się przede wszystkim o możliwości ataku na Irak. Uwagę przyciągała silna przecena na NASDAQ akcji takich firm, jak Intel czy Quallcom. Do tych spółek dołączył też Compaq, któremu zaszkodziła informacja, że przedstawiciele funduszu powierniczego Calpers będą głosować przeciw połączeniu tej spółki z Hewlett-Packard. Do godz. 18.00 naszego czasu indeks Dow Jones spadł o 0,07%, a wskaźnik rynku NASDAQ obniżył się o 0,8%.
Również na giełdach zachodnioeuropejskich przeważały wczoraj umiarkowane spadki indeksów. Londyński FT-SE 100 stracił 0,51%. Stało się tak pomimo wyraźnej zwyżki notowań spółek naftowych (BP Amoco i Royal Dutch/Shell) korzystających z wzrostu cen ropy wywołanego groźbą ataku USA na Irak. Taniały natomiast walory spółek high-tech. We Frankfurcie liderem spadków był koncern telekomunikacyjny Deutsche Telekom. Zaszkodziła mu przede wszystkim zapowiedź prawdopodobnego odłożenia debiutu należącego do niego operatora sieci telefonii komórkowej - T-Mobile. Zarząd firmy chce, by nastąpiło to dopiero wówczas, gdy wyraźnie poprawi się koniunktura na światowych rynkach akcji. Indeks DAX do godz. 18.00 naszego czasu obniżył się o 0,64%. Paryski CAC-40 stracił wczoraj natomiast 0,92%.
Dość udanie zaczął się natomiast tydzień na rynkach dalekowschodnich. Nikkei 225 wzrósł po raz czwarty z rzędu, lecz tym razem tylko o 0,28%, Hang Seng zaś zyskał 0,76%.