Polski rynek ubezpieczeniowy przestał się rozwijać. Coraz trudniej znaleźć osoby, które chcą kupić kolejną polisę ubezpieczeniową. Czy zatem utrzymywanie ogromnych sieci agentów nie jest zbędnym wydatkiem?
Wysokość prowizji wypłacanych pośrednikom w sektorze ubezpieczeń majątkowych wynosi w naszym kraju średnio 10% zbieranej składki, zaś w ubezpieczeniach na życie jest to 12%. To mniej niż w krajach zachodnich, ale jest to spora kwota, szczególnie jeśli dodamy do niej wydatki na wsparcie agentów. W sektorze życiowym zapotrzebowanie na agentów zdecydowanie spadło, bo ten, kto chciał kupić polisę, już kupił, a do utrzymania klienta nie trzeba tylu agentów, co do jego pozyskania. Trend jest jeszcze bardziej widoczny w ubezpieczeniach emerytalnych, gdzie w ciągu kilku miesięcy trzeba było pozyskać kilka milionów klientów, a w kolejnych latach zaledwie kilkaset tysięcy na rok. Zmniejszenie sieci agentów jest więc rzeczą naturalną.
Czy w polskich warunkach możliwa jest rezygnacja z agentów jako kanału dystrybucji?
Na Zachodzie istnieją firmy działające z powodzeniem bez agentów, ale myślę, że w Polsce przez najbliższe lata agenci i pracownicy pozostaną głównymi kanałami dystrybucji.
Czyżby? Są przecież firmy, np. TU Europa, które nie wykorzystują agentów jako kanału dystrybucji, a mimo to funkcjonują z powodzeniem?