Na certyfikaty pierwszego w Polsce funduszu nieruchomości zapisało się 645 inwestorów. Wpłacili oni łącznie niecałe 20 mln zł. Nie pomógł nawet fakt, że fundusze zamknięte dają możliwość uniknięcia podatku od zysków kapitałowych (pod warunkiem że sprzeda się certyfikat na giełdzie).

- Myślę, że stosunkowo małe zainteresowanie Skarbcem Nieruchomości wynikało z recesji panującej na rynku. Poza tym inwestorzy ulokowali posiadane oszczędności w listopadzie ub.r., aby uniknąć podatku - mówi Andrzej Dorosz, prezes TFI Skarbiec. Zapowiada on, że jeszcze w tym roku Skarbiec zaoferuje nowy fundusz zamknięty, który również pozwoli uniknąć podatku od zysków kapitałowych.

Pieniądze wpłacane przez inwestorów w ramach subskrypcji Skarbca-Nieruchomości znajdują się na oprocentowanym rachunku w banku depozytariuszu. Inwestorzy otrzymają je z powrotem wraz z opłatą manipulacyjną i należnymi odsetkami.

Fundusz miał inwestować głównie w nieruchomości gruntowe. Miał być powołany na pięć lat z możliwością przedłużenia o kolejne dwa lata. TFI szacowało, że będzie przynosił ok. 12% zysku w skali roku. Cena emisyjna certyfikatu wynosiła 100 zł.