Pieniądze te zostały przypuszczalnie przetransportowane w sobotę rano (1 grudnia) na lotnisko pod Buenos Aires w eskortowanych przez białe furgonetki ciężarówkach. Konwoje te kilkakrotnie zawracały, a liczbę przewiezionych przez nie ładunków ustalono na 380. Trafiały one do Montevideo. Niewielka, dysponująca zaledwie trzema samolotami szkółka lotnicza została jeszcze w listopadzie zalana zamówieniami na loty do urugwajskiej stolicy. Jej piloci latali w dniach poprzedzających zakaz przez 15 godzin dziennie.
Przedstawiciel specjalnie powołanej komisji parlamentarnej Franco Caviglia przyznał, że operacji tej nie można było przeprowadzić bez przymknięcia oczu przez władze celne, Bank Centralny Republiki Argentyńskiej i wysokiej rangi urzędników w ministerstwie gospodarki. Prezes tego banku Mario Blejer stwierdził jednak, że nie ma na ten temat absolutnie żadnych informacji. Inny członek wspomnianej komisji, Graciela Ocana uważa natomiast, że odpowiedzialność za "wielką ucieczkę" - jak nazwano tę operację - ponosi wyłącznie właśnie bank centralny, a jego dyrektorzy własne pieniądze wywieźli z Argentyny tą samą drogą.