Jak zauważa Thompson, opłata od transakcji zmniejsza także konkurencyjność parkietu londyńskiego wobec innych czołowych giełd świata.
Co do utyskiwania na rzekomą mniejszą atrakcyjność Londynu względem Frankfurtu czy Nowego Jorku - cóż, można tylko pozazdrościć takich zmartwień (i wyrazić wątpliwość, czy aby nie przesadzają z tym narzekaniem...). Zwracam jednak uwagę na ten istotny sygnał dlatego, iż w urzędniczej paplaninie o podatkach zdarzyło mi się słyszeć argument, iż należy rozważyć wprowadzenie podatku transakcyjnego w Polsce. I co ciekawe - przywołano przy okazji przykład brytyjski. Jak widać, światli Brytyjczycy chcą się wycofać z rozwiązań, które tak się podobają żądnemu cudzych pieniędzy budżetowi w Polsce. Jasne, trochę przejaskrawiam problem - zniesienia tej opłaty domaga się lobby funduszy. Ale argumentacja - wskazywanie na koszty ponoszone przez przyszłych emerytów - jest naprawdę przekonywająca. I chyba warto uderzyć w ten ton także w Polsce.
W kontekście sugestii Petera Thompsona dobrze brzmi ogłoszony właśnie przez nasze Stowarzyszenie Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych postulat wprowadzenia preferencji podatkowych dla samodzielnych inwestycji emerytalnych (miód na serce PARKIETU, który domagał się tego wielokrotnie). Nie namawiam może do stosowania zbyt spektakularnej demagogii przy promowaniu tego projektu, ale... Jak się okazuje, trzeba wciąż uświadamiać ludziom (do których to ewidentnie wciąż nie dociera), że fiskus - opodatkowując przychody z oszczędności i inwestycji - ZABIERA im ich pieniądze. Które zresztą wcześniej już okroił, pobierając podatek dochodowy. Jeśli już musimy pogodzić się z podatkiem od dochodów kapitałowych (bo widać zgadzają się na to nie rozumiejący do końca mechanizmu tej operacji wyborcy), to - jak już zresztą postulowaliśmy - walczmy o zwolnienie podatkowe dla inwestycji długoterminowych, W TYM emerytalnych. Piszę "w tym", gdyż przecież w interesie państwa jest także zachęcanie do zbierania pieniędzy na inwestycje mieszkaniowe, zabezpieczenia finansowego dzieci czy najzwyczajniej - gromadzenia osobistego majątku.
Brytyjczycy wyliczają straty, jakie przynosi utrzymywanie opłaty transakcyjnej na nawet ponad 8 tysięcy funtów w przypadku prowadzonego przez 25 lat rachunku emerytalnego jednej osoby. Oczywiście, to, co jest stratą funduszu czy jego klienta, jest zyskiem budżetu. W naszym przypadku, gdy do funduszy inwestycyjnych wpłacane są zwykle (na razie) przeciętnie dość symboliczne kwoty, trudno oczywiście szafować tak szokującymi rachunkami. Niemniej właśnie na przykładzie wieloletnich inwestycji warto pokazywać skalę strat generowanych przez pazerność fiskusa w portfelach przyszłych emerytów (czy ogólnie - oszczędzających). Może takie właśnie wieloletnie symulacje przekonają szerszą publiczność do wsparcia pomysłu STFI. I do wywierania presji na polityków, od których zależy jego realizacja.