Łącznie w systemie rekompensat dla biur maklerskich znajduje się 7,9 mln zł. Z tego 7,5 mln zł to składki wniesione przez brokerów. Pozostała kwota to tzw. pożytki, czyli zyski wynikające z obracania pieniędzmi przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych. To on jest bowiem spółką, której powierzono gromadzenie i zarządzanie funduszem.
Zgodnie z ustawą powołującą do życia system rekompensat, po pierwszym roku jego działalności ma on gwarantować wypłatę do 1 tys. euro, czyli około 3,6 tys. zł. Dzieląc przez tę kwotę zgromadzoną pulę otrzymamy 2,2 tys. Tyle właśnie rachunków jest zabezpieczonych do wymaganej wielkości.
Oczywiście, jest to sytuacja czysto teoretyczna. Broker musiałby bowiem zbankrutować, "czyszcząc" z pieniędzy do zera rachunki i nie zostawiając po sobie nic. W praktyce zawsze pozostaje jakaś masa upadłościowa. Jej spieniężenie zajmuje jednak dużo czasu. Środki gromadzone w funduszu służą natomiast do realizacji pierwszych roszczeń.
Nawet przy naszym niewielkim rynku, 3,6 tys. zł wciąż wydaje się kwotą nie dającą poczucia bezpieczeństwa. Jeśli jednak uwzględnimy, z jakimi kłopotami system powstawał, należy chyba już to uznać za sukces. Wprowadzenie go przed rokiem wzbudziło wiele kontrowersji. Na 38 działających wówczas brokerów jeden zbuntował się i zapowiedział, iż nie będzie wpłacał składek. Dziewięciu pozostałych opóźniło natomiast przelewy.
- Te problemy mamy już za sobą. System działa i regularnie co kwartał otrzymujemy kolejne wpłaty - informuje Elżbieta Pustoła, prezes KDPW. Nie oznacza to jednak, że wszystko odbywa się bez problemów. Sposób naliczania składek jest bowiem bardzo skomplikowany. Zdaniem E. Pustoły, tworzące go regulacje wymagają jeszcze doprecyzowania. - Kwestie obliczeniowe dodatkowo komplikują np. takie wydarzenia, jak fuzje biur maklerskich - dodaje.