W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,16 zł, za euro 3,64 zł, odpowiadało to 9,8% powyżej starego parytetu. Mniej więcej takie poziomy utrzymywały się do 11.30. Wtedy przeważył popyt i polska waluta zaczęła się umacniać. Około 13.00 dotarliśmy do 10%. Dolar potaniał o 0,6 grosza, wspólna waluta o 0,8 gorsza. Przez następne półtorej godziny niewiele się działo. Późnym popołudniem zaczęto sprzedawać złotego i realnie wróciliśmy na poziomy z otwarcia. Kończyliśmy bowiem na 4,16 i 3,642.

Trudno dokładnie określić czynniki, które doprowadziły do lekkiego porannego osłabienia złotego. Mogły się do tego przyczynić informacje o opóźnieniu procesu negocjacji z Unią Europejską (w sprawie handlu ziemią). Być może część inwestorów zareagowała sprzedawaniem złotego na niepokojące informacje z Afryki Południowej (wyraźnie stracił tamtejszy rand, część inwestorów działających w Polsce lokuje także w RPA), albo zaczęła wierzyć, że RPP nie obniży w najbliższym czasie stóp procentowych. A może po prostu jakiś eksporter dokonywał wymiany walut.

Dzisiaj o 16.00 poznamy informacje o podaży pieniądza w lutym. Analitycy spodziewają się wzrostu o 0,8% w ujęciu miesięcznym. Nie tyle jednak sam wzrost, co struktura podaży interesuje inwestorów. Jeśli zaobserwujemy niekorzystne tendencje w kształtowaniu się zadłużenia sektora budżetowego lub poziomu depozytów, zmniejszą się szanse na szybkie cięcie stóp procentowych. W takiej sytuacji jedynie bardzo dobre dane o inflacji mogłyby ponownie zwiększyć prawdopodobieństwo obniżki.

Wiceminister finansów Halina Wasilewska-Trenkner powiedziała podczas swojego sejmowego wystąpienia, że wykonanie planu deficytu budżetowego może wzrosnąć po lutym do ponad 30%, a po marcu do około 40%. To dobra informacja, szczególnie jeśli popatrzymy na to, co działo się przed rokiem (po pierwszym kwartale wykonanie planu przekroczyło 73%).

Wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej w USA rozczarowały. Doszło, co prawda. w lutym do wzrostu, ale zaledwie o 0,2%. Średnia oczekiwań oscylowała wokół 1%. Takie dane przystopowały nieco hurraoptymizm, który zaobserwowaliśmy po informacjach o bezrobociu.