Amerykańska firma audytorska Andersen, zaliczana do pięciu największych spółek tej branży na świecie, podejmuje energiczne starania, aby doprowadzić do połączenia z jednym z rywali, gdyż tylko dzięki fuzji będzie mogła uniknąć bankructwa i przetrwać w całości mimo zabiegów części wspólników, którzy chcą doprowadzić do jej podziału. Rozmowy prowadzone są ze spółkami Ernst & Young oraz Deloitte Touche Tohmatsu. Pojawił się też trzeci potencjalny partner - KPMG.
W proponowanej umowie założono, że amerykańska część Andersena wystąpi z wnioskiem o ochronę przed wierzycielami, po czym wybrany partner przejmie jej aktywa. W ten sposób firma uzyskałaby środki, dzięki którym mogłaby wywiązać się z zobowiązań. Wprawdzie negocjacje weszły w decydującą fazę i nie wyklucza się osiągnięcia porozumienia w ciągu najbliższych dwóch dni, ale pozostało wciąż do omówienia wiele istotnych szczegółów i - zdaniem obserwatorów - równie dobrze może dojść do załamania rokowań.
Tymczasem część europejskich i azjatyckich wspólników firmy prowadzi niezależne rozmowy z potencjalnymi partnerami, przy pomocy których chciałaby uzyskać niezależność. Jednostki działające w Europie i Azji obawiają się bowiem olbrzymich roszczeń wysuwanych wobec amerykańskiej części Andersena i nie zamierzają przejmować za nie odpowiedzialności.
Problemy finansowe audytora wiążą się w poważnym stopniu z jego udziałem w fałszowaniu zapisów księgowych potentata energetycznego Enron, który niedawno zbankrutował. Andersenowi grozi postępowanie cywilne i karne, a ewentualne grzywny, odszkodowania oraz koszty sądowe mogą wynieść miliardy dolarów.
Sprawą Andersena zainteresowały się też władze federalne - Kongres USA i Departament Sprawiedliwości. Kierownictwo firmy usiłuje przerzucić odpowiedzialność za nieprawidłowości w rachunkowości Enrona na oddział w Houston, ale wiele dowodów, a także zeznania świadków wskazują na wiodącą rolę kierowniczych kręgów Andersena.