Już w styczniu kilka chińskich firm poinformowało o wykupieniu udziałów w polach naftowych w Indonezji i Tunezji. Nieco później firma CNOOC (tamtejszy monopolista, jeśli chodzi o wydobycie ropy z dna morza) kupiła za 585 mln USD od hiszpańskiego koncernu Repsol jego spółkę działającą w Indonezji. Dzięki temu Chińczycy z rocznym wydobyciem 15-20 mln baryłek zostali największą zagraniczną firmą naftową na indonezyjskich wodach przybrzeżnych.
- Ta inwestycja to tylko przyczółek do kolejnego etapu ekspansji, którym będą zapewne pola w Papui-Nowej Gwinei. Gaz z nich trafiałby do nie wykorzystanego w pełni terminalu w południowej prowincji Chin Guangdong - twierdzi Cheng Khoo, analityk z banku inwestycyjnego UBS Warburg.
Rywale także nie śpią. China National Petroleum Corp. (CNPC) zagwarantował sobie objęcie 30% akcji w dwóch wielkich polach naftowych Azerbejdżanu. Pakietu tego pozbywa się Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. CNPC zapowiedział także inwestycje na polach naftowych w Myanmar (dawna Birma).
Gotowy do ofensywy jest również drugi co do wielkości koncern naftowy Chin, Sinopec. Ta wyspecjalizowana w przerobie ropy firma kupowała do tej pory 60% surowca u konkurencji. Obecnie czeka na zgodę władz Kuwejtu na udział w gigantycznym projekcie "Northern Fields", którego koszty szacowane są na 7 mld USD.
Obok zakupów Chińczycy rozbudowują również infrastrukturę. Np. Petrochina w lutym rozpoczęła budowę liczącego 4200 km gazociągu, łączącego zachód kraju z Szanghajem. Inwestycja będzie kosztowała 18 mld USD i powstanie przy współudziale Royal Dutch/Shell i Gazpromu.