Euronext w ramach ujednolicania systemu obrotu na giełdach w Paryżu, Amsterdamie i Brukseli zdecydował się zwiększyć opłaty dla mniejszych biur maklerskich chcących handlować na tym rynku. Zmiany te dotyczą głównie małych brokerów z Holandii i Brukseli, którzy dokonują 10-60 tys. transakcji w ciągu miesiąca. Tymczasem, w ramach reorganizacji systemu opłat, najwięksi brokerzy, jak np. ABN Amro, płacą obecnie Euronextowi znacznie mniej.
Obecnie holenderskie biuro maklerskie, które miesięcznie dokonuje od 10 tys. do 60 tys. transakcji, płaci Euronextowi 1,35 euro za każdą transakcję. Podobnie było dawniej, kiedy instytucje te uiszczały taką samą opłatę giełdzie amsterdamskiej. Nieco inaczej wygląda sytuacja w Belgii, gdzie wnoszone opłaty naliczane są na podstawie średniej wielkości jednej transakcji dokonanej przez biuro w 2000 r. Tymczasem duże biura maklerskie, które miesięcznie obsługują ponad 60 tys. transakcji na Euronext, za każdą taką operację wnoszą opłatę w wysokości 40 centów. Oznacza to, że płacą one aż o 79% mniej niż mniejsi rywale.
- Taka sytuacja jest niezdrowa. Różnica w opłatach musi być wyraźnie na korzyść mniejszych brokerów, w przeciwnym razie nie poradzą sobie oni z obciążeniami finansowymi i po prostu znikną z rynku - argumentuje Patrick Drogne, dyrektor belgijskiego stowarzyszenia członków giełdowych, które opowiada się po stronie 45 firm maklerskich i małych banków inwestycyjnych zagrożonych upadłością.
Zgadza się z nim Fred Bottcher, dyrektor generalny holenderskiej firmy zajmującej się usługami konsultingowymi - Van der Moolen Holding. - To kompletne nieporozumienie. Opłaty największych brokerów są o jedną piątą mniejsze od tych wnoszonych przez mniejszych, znacznie słabszych rywali - twierdzi holenderski specjalista.