Przez większą część piątku niewiele się działo. Trudno się dziwić, skoro informacje o lutowej inflacji miały być podane dopiero o 16.00. Cały czas byliśmy w okolicach 10,50% powyżej starego parytetu. Kurs dolara oscylował wokół 4,11 zł, euro zaś 3,64 zł. Ale nawet opublikowanie danych niewiele zmieniło. Nie pomogły one bowiem (przynajmniej zdaniem rynku) w odpowiedzi na pytanie, co zrobi pod koniec marca Rada Polityki Pieniężnej. W efekcie kończyliśmy dzień na 10,5%. Dolar kosztował 4,105 zł, euro 3,635 zł.

CPI okazał się nieco lepszy od średniej oczekiwań (byliśmy właściwie w dolnej granicy przedziału prognoz). Z drugiej strony, GUS zweryfikował wskaźnik styczniowy obniżając go o 0,1%, do 3,4%. Można więc powiedzieć, że trend został przez analityków prawidłowo określony, doszło bowiem do nieznacznego wzrostu. Co to oznacza w kontekście rozważań na temat poziomu stóp procentowych? Niewiele. Wzrost jest za mały, aby jednoznacznie odrzucić pogląd, że Rada stóp nie zmieni, i za duży, aby go jednoznacznie poprzeć (pozostaje jeszcze oczywiście kwestia nie najlepszych informacji o podaży pieniądza).

Może się więc okazać, że decydujące będą dane o produkcji przemysłowej. Analitycy oczekują, że słaby trend wzrostowy będzie kontynuowany. Średnia prognoz mówi bowiem o spadku o 1% rok/rok. W styczniu doszło do zmniejszenia o 1,4%, w grudniu o 4,8%. Jeśli okaże się, że informacje są gorsze, rynki odbiorą to jako wzrost szans na cięcie stóp.

Ekonomiści odetchnęli z ulgą. Przynajmniej na razie. Okazało się bowiem, że dane o produkcji przemysłowej w USA są bardzo dobre. W lutym wzrosła ona o 0,4%, po spadku o 0,1% w styczniu. To lepiej niż oczekiwano, średnia prognoz oscylowała bowiem w okolicach +0,2%. Oczywiście, natychmiast zaobserwowaliśmy reakcje na rynku walutowym. W ciągu minut kurs euro spadł z 0,885 do 0,8815 USD.

Kilkadziesiąt minut wcześniej opublikowano informacje o cenach produkcji. Pokrywały się one bowiem z oczekiwaniami. PPI wzrósł o 0,2% (miesiąc wcześniej mieliśmy 0,1%), także wskaźnik skorygowany o ceny żywności i nośników energii nie zaskoczył analityków (prognozowano wzrost o 0,1%, mamy stabilizację). Pod koniec transakcji w Europie poznaliśmy jeszcze wskaźnik optymizmu University of Michigan. Także on był korzystny. Wzrósł bowiem aż o 4,3 pkt., do 95 pkt. Spodziewano się, że osiągnie 93 pkt. Mimo to euro wróciło w okolice 0,883 USD. To efekt spekulacji.