Na początku mijającego tygodnia WIG20 przełamał główną linię trendu wzrostowego, która na wykresie logarytmicznym biegnie przez dołki z 10 października i 14 grudnia 2001 r. Spadek zatrzymał się trochę poniżej analogicznej linii trendu widocznej na wykresie arytmetycznym.
Późniejsze wzrosty spowodowały powrót nad arytmetyczną linię trendu. Jest to pozytywny sygnał, jednak jego znaczenie jest dość ograniczone. Przez dołek z ostatniej środy i dołek z 22 lutego można teraz poprowadzić rosnącą linię wsparcia. Jej przełamanie zapowiadałoby kontynuację spadków. Najbliższym oporem jest wtorkowa luka bessy. Jej ewentualne zamknięcie nie byłoby jednak wiarygodnym sygnałem kupna. Bardziej istotne byłoby przełamanie następnej bariery, to znaczy opadającej linii trendu, poprowadzonej przez szczyty z 28 stycznia i 8 marca. Jak widać, indeks chwilowo utkwił pomiędzy opisanymi liniami wsparcia i oporu, tworząc formację trójkąta symetrycznego. Wprawdzie wiążącym sygnałem będzie dopiero wybicie z niej, ale nieco bardziej prawdopodobna wydaje się kontynuacja spadków. Widać to choćby po MACD, który już wcześniej przeciął od góry linię sygnału, a ostatnio, mimo wzrostu indeksu, spadł poniżej poziomu równowagi.
Optymizmu nie budzi też porównanie impetu wzrostów i spadków z ostatnich tygodni. Wzrosty z końca lutego i początku marca były powolne i anemiczne, a spadkowe korekty głębokie. Na tym tle dwie czarne świece z początku mijającego tygodnia przedzielone luką bessy wyglądają bardzo przekonująco. Ostatnie wzrosty znowu były słabe, co widać choćby po trudnościach z pokonaniem wtorkowej luki bessy. Z perspektywy kilku miesięcy najbardziej niepokojące jest to, że wzrost trwający od przełomu września i października nie rozwinął się w pięć fal i przybrał charakterystyczny dla korekt kształt elliottowskiej trójki. Może więc okazać się czwartą falą w jakiejś wielkiej spadkowej piątce, lub falą "B". Z takiej interpretacji wynika, że w razie wybicia dołem z trójkąta należy liczyć się ze spadkiem nawet w okolice wrześniowego dna.