Splot niekorzystnych czynników spowodował spadek WIG20 o 1,52% (przejściowo nawet o 2,68%) do 1324,46 pkt., czyli poniżej ważnego wsparcia przebiegającego na wysokości 1339 pkt. Negatywny wydźwięk sesji jest tym większy, że towarzyszył mu znaczny wzrost obrotów - do ponad 290 mln zł.
Bohaterem ponownie był Elektrim, którego kurs spadł ostatecznie o 14,9%, a na początku notowań tracił ponad 26%. Inwestorzy najpierw źle przyjęli komunikat BRE o zawiązaniu spółki z funduszem Eastbridge w celu przejęcia udziałów holdingu w ET. Kurs akcji spółki odrobił jednak część strat w trakcie i po konferencji BRE, na której zdementowano pogłoski, że ma się ona wycofać z energetyki. Zapowiedzi przedstawicieli BRE o 2-3-letnim horyzoncie inwestycji w ET zaszkodziły natomiast notowaniom banku (-6,6%). Rynek najwyraźniej spodziewał się, że szybciej zrealizuje on zyski z tej operacji.
Drugi dzień z rzędu mocno traciły akcje TP SA (-4,5%), na których skoncentrowały się największe na rynku obroty (blisko 77,2 mln zł). Było to pochodną opublikowanego w poniedziałek raportu ING Barings oraz nastawienia inwestorów do telekomów w całym regionie. Porównywalne straty ponieśli we wtorek udziałowcy węgierskiego Matav i Cesky Telekom. Ciężkie chwile przeżywali akcjonariusze Deutsche Telekom, który nie zdoła znacząco ograniczyć w tym roku zadłużenia.
Od początku sesji przecena dotknęła papiery PKN Orlen (-3,5%). Poniżej 5-proc. progu w głosach na walnym zszedł EMG Fund, co potwierdza odwrót zagranicznych akcjonariuszy koncernu.
W tych okolicznościach przed jeszcze głębszymi spadkami warszawski parkiet tradycyjnie uchroniły banki. W przypadku "najcięższego" Pekao (1,9-proc. wzrost) było to możliwe bez angażowania bardzo poważnych środków (obroty - 9,7 mln zł). Notowania BZ WBK, BPH-PBK, ING BSK wzrosły odpowiednio o 2,5%, 2,9% i 2,1%.