Rozwijanie usług maklerskich poprzez wprowadzenie ich bezpośrednio do banków wydaje się przynosić kilka oczywistych korzyści. Przede wszystkim zdecydowanie poszerza się kanał dystrybucji. Wielkość sieci bankowych liczy się bowiem w dziesiątkach czy nawet tysiącach placówek. W przypadku bankowych biur i domów maklerskich jest to z reguły jeden rząd wielkości mniej.
Ponadto zawsze - niejako przy okazji - można złapać nowego klienta lub "starego" zachęcić do złożenia dyspozycji. Dodatkowo odciąża się nieco pracowników biura maklerskiego. Minusem jest niewątpliwie konieczność przeszkolenia pracowników bankowych i dołożenie im pracy.
Oczywiście, nawet najlepiej przeszkolony bankowiec nie będzie tak dobry jak makler z kilkuletnim stażem pracy. Jak się wydaje, wiąże się z tym pewna - dla niektórych być może nawet znaczna - uciążliwość obsługi w okienku bankowym. Zakres usług jest ograniczony.
Przykładowo w sieci MultiBanku - detalicznego ramienia BRE Banku - od kilkunastu dni inwestor może otwierać rachunek, obracać akcjami i obligacjami. Możliwie jest też kupowanie akcji w ofercie publicznej. Jednak już kupowanie obligacji sprzedawanych w ofertach Skarbu Państwa jest niedozwolone. Ta usługa ma ruszyć dopiero w przyszłości, podobnie jak dostęp do kredytów na zakup papierów wartościowych.
Jak jednak wynika z doświadczeń grupy BIG-BG, banku z najdłuższą historią tego typu oferty, wąski zakres usług nie jest ograniczeniem. Poprzez jego detalistę - sieć Millennium składającą się z 200 placówek - transakcje na giełdzie można realizować już od połowy minionego roku. - Z naszych obserwacji wynika, iż 90% drobnych klientów detalicznych potrzebuje jedynie takich prostych czynności. Zatem to, przynajmniej na razie, zdecydowanie wystarcza - tłumaczy Krzysztof Ćwikliński, dyrektor pionu sprzedaży DM BIG-BG.