Zadziwiającej siły amerykańskiej gospodarki w IV kwartale ub.r. upatruje się głównie w utrzymujących się na wysokim poziomie wydatkach konsumenckich, stymulowanych obniżkami cen. Rzadziej wspomina się o tym, że ten boom jest także wynikiem spadającej inflacji, powiększającej realną siłę nabywczą płac.
Oczywiście takie wielkości, jak wydatki konsumenckie, obniżki cen i spadająca inflacja są ze sobą wzajemnie powiązane. Jednak skupienie się na poziomie inflacji pozwala na postawienie prognozy, co może dalej stać się w amerykańskiej gospodarce. Większość analityków obwieściła, że dziesiąta po II wojnie światowej recesja dobiega końca. Przy obserwacji poziomu inflacji to przekonanie nie jest już tak silne.
Inflacja mierzona wskaźnikiem CPI spadła od czerwca 2001 r. do stycznia 2002 r. z 3,2% do 1,1%. W tym czasie płace zachowywały się odwrotnie. Ich podwyżki były mniejsze niż w okresie prosperity, ale nie zmienia to faktu, iż pracownicy, którzy uniknęli zwolnień, otrzymali je. Płace realne, obrazujące aktualną siłę nabywczą, przy spadającej inflacji rosły tym bardziej (w IV kw. procentowo najwięcej od początku boomu z lat 90.), co dawało dodatkowy efekt popytowy. Można znaleźć wyliczenia, że nadwyżka siły nabywczej wynikająca ze spadającej inflacji przełożyła się na sumę 91 mld USD, która w całości została wydana. To może w dużym stopniu tłumaczyć nieoczekiwany wzrost PKB w IV kw. ub.r., po tym jak spadł on wyraźnie kwartał wcześniej.
Bez wątpienia stabilny poziom inflacji jest korzystny z punktu widzenia prowadzenia działalności gospodarczej. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że znaczna część opisywanego spadku inflacji w USA wynikała z silnej zniżki cen energii (bardzo podatnych na zmiany), będącej ważnym kosztem produkcji. To zaś pozwoliło na obniżki cen dóbr konsumpcyjnych.
Można wymienić wiele innych czynników, które wpłynęły na wyraźną poprawę kondycji amerykańskiej gospodarki, takich jak zwroty podatku, ciepłą zimę, pomagającą rynkowi nieruchomości, wzrost wydajności pracy, wpływający na obniżenie jej kosztów, a także wydatki rządowe, które nawet bez pakietu stymulacyjnego wzrosły, ale okazuje się, że spadek inflacji dał największy jednostkowy impuls popytowy. I w tym momencie rodzi się wątpliwość, czy uda się utrzymać poziom cen w ryzach tak, by gospodarka przeszła do następnego, bardziej trwałego, etapu odrodzenia. Ten etap nadejdzie, gdy firmy zadecydują, że popyt jest na tyle silny, że warto odbudowywać zapasy. Wtedy wznowią, może już wznowiły, zamówienia, co doprowadzi do wzrostu produkcji i wydatków kapitałowych, których spadek spowodował kłopoty w pierwszej fazie spowolnienia.