Wczorajsza sesja odbiegała charakterem od dwóch ją poprzedzających. Poniedziałek i wtorek to widoczna przewaga podaży, która ujawniała się nowymi minimami w obecnej fali spadków. Wczoraj niedźwiedzie nie były na tyle silne, by ustanowić nowe lokalne minimum. Przez większą część sesji dokonywano transakcji na poziomie ok. 1330 pkt., czyli nieco wyżej od poprzedniego zamknięcia. W końcówce przeważył popyt.
Na uwagę zasługuje także fakt, że obrona poziomów minimalnych dokonywała się w czasie, gdy na rynkach zachodnich mieliśmy do czynienia z osłabieniem, które jeszcze przybrało na sile po podaniu danych makro z USA. Te były lepsze od oczekiwanych, ale nie wzbudziło to zachwytu wśród amerykańskich graczy. Lepsze dane to większa groźba podwyżki stóp procentowych, a do takich ruchów inwestorzy czują wyraźną awersję. Ta jest chyba równie duża jak zachwyt, gdy stopy spadają. Nasz rynek trzymał się dzielnie. W końcówce sesji mieliśmy nawet do czynienia z małą paniką dotychczasowych właścicieli krótkich pozycji. Czy była ona uzasadniona? Dla graczy starających się wyłapać każdy, nawet najmniejszy ruch cen, może i był powód do zamykania pozycji. Patrząc jednak na sytuację techniczną z punktu widzenia starających się grać z trendem, choćby był on krótkoterminowy, można dojść do wniosku, że zamknięcie krótkiej pozycji było nieco przedwczesne.
Jak się ta sytuacja przedstawia? Mimo lekkiego odbicia, nadal znajdujemy się w tendencji spadkowej. Może to dopiero zmienić ewentualne wyjście kontraktów nad poziom 1345-1355 pkt, gdzie znajduje się obecnie najbliższy opór. W tym przedziale przebiega także nasza średnia krocząca, która już wielokrotnie skutecznie zatrzymywała ruchy rynku. Zwłaszcza gdy były to tylko korekty. Właśnie tylko jako korektę można na razie traktować wczorajszy mały wzrost. Nie chodzi tu tylko o skalę zwyżki - ważniejszy jest bardzo mały obrót. To mocno osłabia wymowę zwyżki.
Nadal więc przeważa lekki pesymizm, ale sytuacja ta może się zmienić w przypadku sukcesu byków w walce z poziomem wspomnianego oporu.